Miesiąc: Lipiec 2017

5 książek, które chcę przeczytać do końca roku

5 książek, które chcę przeczytać do końca roku

Ostatnio pojawił się na blogu wpis, w którym wymieniłam trzy seriale, które chciałabym obejrzeć w najbliższym czasie. Problem w tym, że „najbliższy czas” może oznaczać miesiąc i równie dobrze pół roku. Dlatego w przypadku książek określiłam sobie konkretny termin. A ponieważ zostało mi do końca roku 5 miesięcy, to wybrałam 5 książek.

Read More Read More

Gniew, czyli pożegnanie z prokuratorem

Gniew, czyli pożegnanie z prokuratorem

Wszystkie pożegnania są trudne. Niektóre pozostawiają niedosyt.

W lipcu przeczytałam Gniew, czyli trzeci tom trylogii Zygmunta Miłoszewskiego o prokuratorze Szackim. Trzeci, czyli ostatni. Trzeci, czyli pożegnanie.

Teodora Szackiego znów spotykamy w nowym miejscu. Tym razem los zaniósł go na północ Polski do Olsztyna. Spotykamy go w pewien mglisty późnolistopadowy dzień. Do miasta, w którym przyszło mu mieszkać, żywi skrajne uczucia. Podziw wymieszany z odrzuceniem, nienawiść okraszoną miłością. A licho nie śpi.Od razu przyznam, że Gniew okazał się najlepszą częścią trylogii o prokuratorze Szackim, czego się nie spodziewałam. Ewolucja charakteru Teodora, śledzona przez krótkie urywki z jego życia przez kilka lat, doskonale dopełniła się w tym tomie. Książka zszokowała na pierwszych trzech stronach, wciągnęła na kolejnych kilku i do końca podtrzymywała mój apetyt. A na zakończenie dostałam to, co lubię najbardziej i jednocześnie nienawidzę. Jak Szacki Olsztyn.

Jest 2013 rok, jesień w stanie zaawansowanym, pizga złem. Szacki zostaje wezwany do starego bunkra aby „odfajkować Niemca”, czyli do szkieletu prawdopodobnie należącego do niemieckiego żołnierza z czasów poprzedzających drugą wojnę światową. Widocznie w okolicach Olsztyna takie znaleziska są na porządku dziennym. Sprawa okazuje się jednak znacznie bardziej skomplikowana, ale nie dlatego, że czegoś brakuje. Bo wszystko jest na miejscu.

Zygmunt Miłoszewski w mistrzowski sposób opisuje przedziwną architekturę Olsztyna. Zdecydowanie ma talent do klimatycznego opisania każdego miasta, jakie tylko przyjdzie mu do głowy. Tak było z Warszawą i dokładnie tak samo z Sandomierzem. Bogatymi epitetami przenosi czytelnika na ułamek sekundy w inne miejsce i sprawia, że z zimna krew zaczyna płynąć wolniej w jego żyłach. Nawet w środku lata. Nawiązuje do charakterystycznych elementów i przedstawia je w krzywym zwierciadle, które okazuje się być po prostu cynicznymi oczami prokuratora Szackiego.

Gniew Zygmunta Miłoszewskiego to kopalnia świetnych przemyśleń. Zresztą jak cała trylogia. Momenty, w których spotykamy Szackiego, są momentami charakterystycznymi i przełomowymi w jego życiu, dlatego jego myśli nieraz błądzą w dość dziwnych kierunkach. Tym razem Szacki przede wszystkim musi nadać priorytety wartościom w życiu. Kariera? Rodzina? Kobieta?

Głównym problemem poruszonym w tej książce jest przemoc domowa. To coś, o czym każdy wie i ma świadomość, ale jednak trudno uwierzyć, że w domu obok może dziać się coś złego. Często ignoruje się oznaki przemocy w sąsiedztwie, bo przecież to nie nasza sprawa, a jeszcze gorzej, jeśli się pomylimy i spalimy do węgla swoją reputację w okolicy. Bo przecież ona jest najważniejsza. Przemoc domowa została pokazana z różnych perspektyw, dzięki czemu otrzymuje się wręcz panoramiczny obraz psychicznego i fizycznego nękania.

Po raz kolejny odniosłam wrażenie, że znalezienie sprawcy nie jest najważniejsze. Oczywiście, sprawiedliwości musi stać się zadość, ale to wnioski wynikające z samego szukania i analizowania sytuacji stanowią podstawę książki, czym świadczy ostateczny twist prowadzący do zakończenia.

Samo zakończenie, a właściwie kilkadziesiąt ostatnich stron, wzburza i szokuje, prowadząc do niedowierzania. Bo pojawia się tam wyższy cel, wściekłość i nieprzewidywalność.

Jeśli czytałeś poprzednie tomy, z pewnością będziesz czerpać przyjemność z nawiązań, które zostały tutaj przemyślnie ukryte. Sposób, w jaki zostały one wprowadzone, wzbudza w czytelniku melancholię, tym bardziej, jeśli ma on świadomość, że to już koniec.

I to już koniec.

Trylogia o prokuratorze Szackim jest pierwszą trylogią (i serią ogólnie), którą w całości przeczytałam po moim powrocie do czytania. Cieszę się, że trafiłam na tak świetną literaturę i odbudowałam moją wiarę w polską twórczość. Jeśli zastanawiasz się nad przeczytaniem dobrego kryminału i nie wiesz, po co sięgnąć, z czystym sercem i sumieniem mogę polecić tę trylogię. Zaznasz bardzo dojrzałego języka, konsekwentnie wykreowanej postaci głównego bohatera i pięknego tła w postaci trzech niekoniecznie najpiękniejszych polskich miast. I śledztwa, w którym sam proces dochodzenia do konkluzji jest równie ważny, co samo zamknięcie sprawcy za kratkami.

Recenzje poprzednich tomów:

     
Wszystko zaczęło się od karuzeli

Wszystko zaczęło się od karuzeli

Wyobraź sobie wspaniale umeblowany pokój. Wyposażanie go i dopieszczanie szczegółów zajęło ci kilkanaście lat, a nadal planujesz dodać coś tu i tam. Kiedy do niego wchodzisz, czujesz się jak u siebie w domu. Wiesz, że zawsze w tym miejscu będziesz w stanie poprawić sobie humor i nigdy się nie zawiedziesz. A czym byłby najpiękniejszy pokój, gdybyś nigdy nie mógł do niego wejść?

Read More Read More

Serialomaniactwo zaawansowane, czyli fragment długiej listy seriali do obejrzenia

Serialomaniactwo zaawansowane, czyli fragment długiej listy seriali do obejrzenia

Jako serialomaniaczka w zaawansowanym stadium obmyślam czasem, co takiego chciałabym obejrzeć. A ponieważ moja lista seriali „do obejrzenia – koniecznie” ostatnio mocno się wydłużyła, podzielę się najbardziej pożądanymi tasiemcami, które zostały mi polecone albo przykuły moją uwagę.
seriale które obejrzę zielona małpa

Mr. Robot

O Mr. Robot słyszałam z różnych źródeł. Pełno tego na blogach, a nawet mój kuzyn szczerze polecał, niemal zdradzając mi elementy fabuły. Przerwałam mu, bo trochę znam się na serialach. Chyba.
To, co sprawia, że chcę obejrzeć Mr. Robot, to przede wszystkim wizerunek głównego bohatera. Jego ponura twarz i zniechęcenie dają mi poczucie, że moje życie stanie się bardziej kolorowe. Jednak czyjś smutek może cieszyć. Albo zdołować mnie jeszcze bardziej.
Fabuła serialu, opisana na Filmwebie, nie zdradza zbyt wiele. Z tego, co mi wiadomo, to główny bohater jest hakerem o dwóch twarzach. I tyle wystarcza mi, żeby zainteresować się serialem.

12 małp

Bo nie jedna, nie dwie, ale aż dwanaście.
Z naczelnymi jestem związana, sama jestem w pewnym sensie redaktorem naczelnym (i jedynym) mojego bloga. A! Zapomniałam, że jestem Małpą. W tym przypadku do obejrzenia zachęca mnie przede wszystkim tytuł, a niby nie ocenia się książki po okładce.
Zgodnie z opisem serialu na Filmweb, mężczyzna cofa się w czasie i próbuje odnaleźć źródło epidemii, która zdziesiątkowała ludzkość. Brzmi ciekawie. Jest też film o tym samym tytule, ale wolę dłuższe formy. A ponoć rozmiar nie ma znaczenia.

Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently’ego

Serial o tak złożonym tytule wylądował na mojej liście po części również ze względu na tytuł. Bo trudno przejść koło niego przejść obojętnie.
Koncepcja rozwiązywania zagadek kryminalnych metodami holistycznymi brzmi niezwykle podniecająco w czasach, gdy seriale serwują nam przede wszystkim logiczne myślenie, dowody, krojenie korpusów.
Z całą pewnością ocena skuteczności śledztwa opartego wyłącznie na odczuciach i własnym żołądku zostanie przeze mnie wystawiona dopiero po obejrzeniu serialu. Ale nie mogę doczekać się na tę dawkę absurdu. Tym bardziej, że to wizualnie ładny serial.
I widzę, że jest też książka. Już zacieram rączki!
Nie są to oczywiście wszystkie seriale, które chcę obejrzeć, ale tym razem podzieliłam się nieco nowszymi, ale nie najnowszymi pozycjami. Może niedługo pojawi się kolejne zestawienie.

A jakie seriale ty chcesz obejrzeć w najbliższym czasie? Coś nowego? Coś starszego?

Bałagan, czyli witam w głowie Zielonej Małpy

Bałagan, czyli witam w głowie Zielonej Małpy

Ostatnio musiałam przemyśleć kilka spraw związanych z moim blogowaniem i ogólnie działalnością internetową. Wiesz, czasem trzeba nad czymś przysiąść, znaleźć swój kierunek, odkryć słabe i mocne strony. Na to poświęcałam cały wolny czas, którego nie zajmowałam akurat stresowaniem się życiem, i to właśnie będzie dzisiaj na blogu.


Ilekroć próbuję znaleźć receptę na blogowy sukces, trafiam na złote rady, mówiące, że najważniejsze, to wiedzieć, co chcemy robić. A co w sytuacji, kiedy nie ma się planu nawet na najbliższą blogową działalność? Przyznam się, że próbuję się odnaleźć w tym całym marketingu, ale finalnie czuję się, jakbym poruszała się po omacku w ciemnym pomieszczeniu, nie wiedząc, czy znajdę w nim to, czego potrzebuję.

Kim jestem?

To pytanie, które zadaje sobie chyba każdy. Czasem udaje się znaleźć się na nie odpowiedź, ale przez większość czasu nie da się jednoznacznie zdefiniować siebie. Szczególnie, kiedy zastanawiamy nad sobą dużo, mocno i jesteśmy świadomi siebie i otaczającego nas świata. Dlatego nie znoszę, kiedy ktoś pyta, kim jestem, jakie mam plany i gdzie widzę siebie za dziesięć lat. Bo przy dłuższej perspektywie mogę tylko odrzec, że nie wiem.
Czy to źle, że nie wiemy dokładnie, kim jesteśmy? Uważam, że nie. Warto umieć w różnych sytuacjach się przedstawić i pokazać zarys naszej osobowości. Jednak w pełni o naszym kształcie inni mogą przekonać się dopiero, kiedy spędzą z nami trochę czasu. Żadne zapewnienia o wspaniałości naszej duszy nie przekonają innych do nas, jak zrobi to czas. Albo sprawi, że ktoś nie będzie chciał już więcej z nami rozmawiać.
Z tego powodu nie czuję potrzeby tworzenia cudownej zakładki O Małpie. To taka moja alternatywa dla zakładki O mnie. Wszystkich nowych (i starych) czytelników zapraszam oczywiście do przeczytania tych kilku zdań o yours truly Zielonej Małpie, ale obiecuję, że nie powalę nikogo na kolana. Chyba, że ktoś akurat ma wyjątkowo niski poziom zachwycania się.

Dokąd zmierzam?

Jak niektórzy zdążyli się już przekonać, założyłam w tym roku kanał na YouTube, gdzie mówię trochę o książkach i serialach. Od maja nic się tam nie pojawiło. Stan ten planowo miał trwać do końca czerwca, ale ze względu na pewne zawirowania z moim miejscem pobytu muszę powrót na kanał odroczyć do końca lipca. Był to mój plan na ten rok.
W styczniu po raz pierwszy od kilku lat zrobiłam sobie listę celów do spełnienia w tym roku. Znaczna większość związana jest z Zieloną Małpą i jestem na dobrej drodze, aby sporo z nich spełnić przed upływem czerwca. Uważam się za przeciwniczkę niesprecyzowanych postanowień noworocznych, ale muszę przyznać, że posiadanie celów ułatwia rozliczanie się z samą sobą. Więc cele >> postanowienia.
Nie do końca wiem, dokąd zmierzam jako Zielona Małpa. Chciałabym być czytana, to wiem, dlatego każda nowa twarz w komentarzach sprawia mi ogromną przyjemność. Ale przede wszystkim chciałabym wiedzieć, dokąd zmierzam z tą moją pisaniną.

Czego muszę się nauczyć?

To pytanie wynika z obu poprzednich. Pierwsze wymusza odkrycie dobrych i złych stron. Moje słabe punkty wymuszają u mnie pracę nad sobą. Drugie pytanie sprawia, że czuję potrzebę sprecyzowania celów, a żeby dotrzeć do niektórych z nich, trzeba posiąść jakąś tajemną wiedzę.
Moje życie składa się więc w dużym stopniu z nauki. Skończyłam etap typowo edukacyjny – studia. Nie odcinam się jednak w stu procentach od samego procesu uczenia się. Różnica jest taka, że moją wiedzę i umiejętności będę weryfikować już wyłącznie ja. Nie nauczyciele, nie profesorowie.
Stawianie sobie nowych celów zmusza mnie do ustalania listy rzeczy do nauczenia się. W końcu trzeba mieć pewne podstawy, o czym niejednokrotnie zdążyłam się sama już przekonać. Podstawy można pogłębiać, ale pogłębienie trudno spłycić do podstaw. Da się, ale po co?
***
Taki chaosik mam ostatnio w głowie. Trochę poukładałam, żeby dało się przejść przez mój tok myślowy. Na żadne z pytań nie odpowiedziałam. Tak szczerze, to każde zdanie rodziło w mojej głowie milion nowych pytań. Ale na dzisiaj już starczy.

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa