Miesiąc: Grudzień 2016

Wesołych Świąt!

Wesołych Świąt!

Dziś wyłączam się na kilka dni z bloga i Social Media. Potrzebuję odpoczynku i świątecznego nastroju. Spisałam całą masę pomysłów do wykorzystania za kilka dni. Mam nadzieję, że zdobędę siłę, żeby z rozmachem zacząć Nowy Rok.
 
Wszystkim blogerom chciałabym życzyć cudownego okresu świątecznego. Pysznych i nietuczących potraw na stole oraz wymarzonych prezentów pod choinką. A po świętach dużo natchnienia i powrotu do tej specyficznej społeczności.
 
Każdemu życzę tego, co powyżej, a dodatkowo wspaniałej rodzinnej atmosfery. Wciąż mając nadzieję na białe święta, życzę śniegu i delikatnego mrozu szczypiącego w policzki.
 
Oby tegoroczne Święta były wyjątkowe!

 

Podsumowanie listopada

Podsumowanie listopada

Listopad skończył się już jaki czas temu i druga połowa grudnia może wydawać się kiepskim momentem na podsumowania. Ostatnie 1,5 miesiąca było jak maraton w ołowianych butach – wszystko na złość i wiatr w oczy. Praktycznie każda dziedzina mojego życia trochę na tym ucierpiała, bo kiedy próbuje się wszystko utrzymać w ryzach jednocześnie, to wszystko staje się ulotne i umyka przez palce. Ale o tym będzie trochę więcej w części zasadniczej wpisu. Zapraszam!

Na początku listopada postanowiłam zrobić sobie tygodniową przerwę od blogowania i całej jego otoczki. I jak widać, skończyło się na ponad 6 tygodniach. W międzyczasie opublikowałam tylko dwa awaryjne wpisy, które zdążyły mocno zakurzyć się w szkicach. Całe szczęście, że czasem mam nadmiar kreatywności!
Oba wpisy cieszyły się podobną popularnością, czyli niemal żadną. Nie mam nikomu za złe, bo sama praktycznie nikogo nie odwiedzałam, a to zawsze jest w jakimś małym stopniu powiązane. Jeden z wpisów dotyczył lekcji, jakie można wynieść z kryminałów. Oczywiście z przymrużeniem oka. W drugim wymieniłam kilka ulubionych polskich kanałów edukacyjnych na YouTube. Jeśli ktoś jeszcze nie widział, a zainteresowały go tematy, to serdecznie zapraszam!
Ktoś może spytać, z czego wynikała moja nieobecność. Otóż, ten semestr to prawdziwy armagedon, jeśli chodzi o zaliczenia. Ale nie chodzi o trudność tematów, tylko o formę. Mam w tym semestrze 7 prezentacji. Lubię prezentować jakiś temat, który wcześniej dobrze przygotowałam i opracowałam, ale kiedy praktycznie cały czas od kilku tygodni na przemian uczę się na kolokwium, przygotowuję prezentację i robię sprawozdanie z laboratorium, brakuje energii na cokolwiek twórczego. I głównie stąd wynika moja nieobecność. Na szczęście większość mam już za sobą, pomysły zaczynają kiełkować w mojej głowie, więc mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wracam na dobre.

Książki

W listopadzie udało mi się przeczytać 2 książki. Ktoś stwierdzi, że to mało, ktoś inny, że dużo. Ja zdecydowanie uważam, że jak na ten listopad, to dobra liczba. Nawet, jeśli były to pozycje stosunkowo cienkie i niewymagające.

Most do Terabithii

Autor: Katherine Paterson
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 238

Most do Terabithii czytałam już w podstawówce. Wtedy była to jedna z najlepszych książek, jakie dostały się w moje ręce. Dziś uważam, że książka nieco się zestarzała, a właściwie ja dorosłam i, choć uważam, że przesłanie książki jest doskonałe, uważam, że nie wszystko było w niej tak idealne jak kiedyś. Mimo wszystko, uważam, że warto po nią sięgnąć. Można przypomnieć sobie sielankowe dzieciństwo, spędzanie czasu na bieganiu po polach i lasach, znaczenie bezinteresownej dziecięcej przyjaźni. Most do Terabithii zdecydowanie trafia w serce. Z wielu powodów.

Gump i spółka

Autor: Winston Groom
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 255

Kontynuacja legendarnego już Forresta Gumpa okazała się powieścią równie dobrą, jak oryginał. Poznałam dalsze losy Forresta, Jenny, syna i mamy Forresta, większości przyjaciół głównego bohatera. Tym razem przygody „idiota” były jeszcze bardziej „gówniane” niż wcześniej. Żeby zrozumieć, dlaczego, trzeba samemu przeczytać Gumpa i spółkę.

Filmy

Poprzedni miesiąc był tak skąpy w wolny czas, że obejrzałam zaledwie 4 filmy. Biorąc pod uwagę, że najczęściej udaje mi się co najmniej 8, to ta liczba wydaje się śmieszna. A tak naprawdę, to obejrzałam 3,25 filmu. Ale zaraz wyjaśnię dlaczego.

Nerve

O Nerve słyszałam sporo. Szczególnie na blogach. Film i książka, na podstawie której powstał, okazały się sporym sukcesem wśród młodzieży. Obsadzenie Emmy Roberts w głównej roli z pewnością było jedną z lepszych decyzji producentów. 
Sam film był ciekawy mniej więcej do połowy. Oczywiście wszystko odpowiednio przesłodzone i dostosowane do grupy odbiorców.
Historia zaczyna się, gdy Vee pod wpływem wewnętrznej i zewnętrznej presji dołącza do gry, która właśnie stała się hitem Deep Webu. Nieśmiała dziewczyna robiąca coś szalonego to częsty wątek w filmach i można było się spodziewać zarówno rozwoju akcji, jak i charakteru bohaterki. Nie mówię, że to źle, ani, że dobrze, ale przewidywalność zawsze jest jakimś minusem.
Jak na młodzieżowy film akcji przystało, na pierwszym miejscu postawiono część wizualną – młodzi, piękni aktorzy w kwiecie wieku, jednocześnie dopasowani dość stereotypowo, ujęcia miasta, cała ta piękna otoczka to zdecydowanie jeden z powodów, dla których obejrzenie filmu nie będzie stratą czasu.

Intruz

Pewnego wieczoru szukaliśmy z chłopakiem jakiegoś ciekawego filmu do obejrzenia. Trafiło na thriller i po wstępnej oraz ostatecznej selekcji, wybraliśmy Intruza. Nigdy nie byłam fanką twórczości Stephenie Meyer, nie wliczając krótkotrwałej fascynacji wątkiem wampirów i wilkołaków. Dlatego podeszłam do filmu ze średnim zainteresowaniem.
Główną bohaterkę poznajemy w momencie, kiedy ucieka przed grupą osób najwidoczniej próbujących zrobić jej krzywdę. Ucieczka kończy się samobójstwem. Następnie w ciało głównej bohaterki zostaje wszczepiona obca dusza przybysza z kosmosu.
Świat bez wojen, konfliktów, chorób i nieszczęść okazuje się światem bez duszy. 
Był to najnudniejszy film, jaki obejrzałam w tym roku. Akcja rozwijała się powolutku, bohaterowie byli tak nieciekawi, mogliby w połowie zamienić się rolami i nic by się nie zmieniło. Nie mam pojęcia, jak wygląda książka, ale po obejrzeniu filmu nie mam ochoty nawet pamiętać o jej istnieniu.

Doktor Strange

Proszę, nie bijcie mnie, ale nie widziałam nigdy żadnego filmu z uniwersum Marvela. Superbohaterowie mnie nie kręcą, dlatego na propozycję pójścia do kina na Doktora Strange nie zareagowałam z entuzjazmem.
Lubię jednak mylić się w tę stronę. Okazało się, że ten, ponoć całkiem wyjątkowy, superbohater zauroczył mnie. Przeniesienie mocy do sfery niematerialnej sprawiło, że w filmie o walce między dwiema postaciami uniknięto mordobicia. Efekty wizualne – cacko. Benedict Cumberbatch – nie mam pojęcia, czy jakikolwiek inny aktor poradziłby sobie tak dobrze w roli doktora Strange, jak on. Nie było w nim śladu Sherlocka, ani żadnej innej roli.

Honey

Każdy ma takie filmy, które uwielbiał jako dziecko. W moim przypadku był to film Honey z Jessicą Albą w roli głównej. Taneczna historia, rodząca się miłość, doskonała (jak na mój ówczesny gust) muzyka. 
Taniec zawsze mnie fascynował, ale chyba odrobinę za mało, żebym sama zaczęła się go uczyć. Do dziś lubię oglądać profesjonalnych tancerzy a w tym roku polubiłam salsę. A wszystko zaczęło się od tego filmu.
Po tylu latach i ponownym obejrzeniu, a właściwie próbie obejrzenia, zrobiło mi się smutno, że jest to naprawdę słaby film. Pierwsze kilkanaście minut było jak powolne zabijanie moich dziecięcych marzeń. Prawdziwa mordęga.
Nie chcę, aby czas zepsuł jakikolwiek z moich innych ulubionych filmów.
Domyślam się, że Honey zawsze był słabym filmem, a jako dziecko odbierałam go po prostu inaczej. Mój filtr „dobre/złe/mocne/słabe” nie był jeszcze dobrze wykształcony. Szczerze mówiąc, nadal nie do końca się wykształcił, bo jestem chyba najmniej krytyczną osobą, jeśli chodzi o książki, filmy i seriale.
Film wyłączyłam po 15 minutach. Nie dałam rady.

Seriale

Z serialami w tym miesiącu było i dobrze i źle. Zazwyczaj oglądam jakieś 7 seriali jednocześnie. W zależności od nastroju włączam sobie inny z listy. W listopadzie oglądałam dokładnie 2 seriale.

Psych / Świry

Świry to jeden z seriali, które zawsze poprawiają mi humor. Tym razem było to trzecie podejście. Równie udane, jak poprzednie.
Serial pokazuje codzienne przygody Shawna, mężczyzny o wyjątkowych umiejętnościach obserwacyjnych i dedukcyjnych. Jednocześnie ma on totalnie szurnięte poczucie humoru. Angażuje się w pomoc policji, ale ponieważ zostaje oskarżony o współudział (bo wie trochę za dużo), musi udawać, że jest medium. Z tej sytuacji wywiązuje się cała akcja i humor tego serialu.
Jeśli szukacie śmiesznego serialu z tłem kryminalnym, a w dodatku dobrze rozumiecie angielski (nie polecam lektorów – bardzo psują humor), jest to jeden z najlepszych seriali, jakie znam. Podobny jest Mentalista, ale, w porównaniu ze Świrami, jest poważny i wysublimowany.

Belfer

No i na koniec coś polskiego. Serial, do którego podchodziłam bardziej sceptycznie, niż do Doktora Strange. Nie ufam polskim produkcjom.
O Belfrze słyszałam tyle dobrego, że musiałam go obejrzeć. Ostatnio polubiłam trochę Macieja Stuhra i może też dlatego dobrze oglądało mi się każdy odcinek.
W pewnym miasteczku ginie nastolatka. Policja próbuje wyjaśnić tę sprawę i znaleźć potwora, który to zrobił. Oczywiście z marnym skutkiem. Tu problemem nie jest brak pieniędzy (choć może w małej części jest), ale układy. Sieć układów w małym miasteczku. I do tego nagle pojawia się nowy nauczyciel polskiego.
Jedyny problem z Belfrem polega na tym, że ma tylko 10 odcinków. Choć może dzięki temu nie zdążył się popsuć. Zakończenie? Może nie było miazgą, ale nie było też całkiem przewidywalne. Polecam!
I tak właśnie wyglądał mój listopad. Szczerze mówiąc, wszystkie seriale i filmy oglądałam z na wpół zamkniętymi oczami, kiedy już brakowało mi sił na naukę. Lubię mieć coś do roboty, ale kiedy brakuje czasu na wyłączenie tej części mózgu, która odpowiada za naukę, wolałabym nie mieć nic do roboty. Wszystko z umiarem, prawda?
A jak minął wasz listopad? Coś fajnego polecacie do obejrzenia?  A może coś odradzacie? Ostatnio założyłam zeszycik z listą książek do przeczytania i filmów i seriali do obejrzenia, więc jestem otwarta na stopniowe zapełnianie go.

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa