Miesiąc: Wrzesień 2016

Uwikłanie – książka a film

Uwikłanie – książka a film

Rzadko sięgam po powieści polskich autorów. Głównie wynika to z tego, że w bibliotece w mojej rodzinnej miejscowości jedynymi polskimi książkami były albo te przeznaczone dla dzieci, albo typowe romansidła, którymi nie byłam zainteresowana. Dopiero niedawno przemogłam moją niechęć do rodzimych twórców i przeczytałam (jednym tchem) Ekspozycję Remigiusza Mroza. W bibliotece dość długo musiałam czekać na kolejną część, dlatego wybrałam powieść innego pisarza – Uwikłanie Zygmunta Miłoszewskiego.

Warszawski prokurator, Teodor Szacki, musi zająć się rozwikłaniem zabójstwa w klasztorze. Zamordowano Henryka Telaka, uczestnika dziwnej terapii grupowej, która, jak się okazuje sięga nawet do parapsychologii. Czy wcielanie się w role członków rodziny jednego z uczestników mogło doprowadzić do morderstwa? A może to przypadkowa śmierć?
Podczas czytania Uwikłania rzuciły mi się w oczy dwa stałe elementy książki. Po pierwsze krótkie notki na początku każdego kolejnego dnia akcji, zawierające najważniejsze informacje i wydarzenia z danego dnia (rzeczywiste, nie wymyślone przez autora). Pozwoliły mi one rozeznać się w sytuacji z 2005 roku, kiedy to niespecjalnie interesowałam się aktualnymi wydarzeniami w kraju (a po 11 latach niewiele się zmieniło). To bardzo ciekawy zabieg, który z pewnością za kilka lat pozwoli nowym, młodym czytelnikom na zapoznanie się z tym krótkim ułamkiem historii.
Drugi element, który pojawiał się w całej książce, to opisy pracy prokuratora, policjanta, prawnika i innych z tej dziedziny, wplecione w akcję. Myślę, że przeciętna osoba nie zdaje sobie specjalnie sprawy z zakresu obowiązków choćby prokuratora. Wprawdzie po kilku dniach od skończenia książki sama nie do końca pamiętam, ale zyskałam ogólne pojęcie i to tak naprawdę w literaturze jest dla mnie bardzo cenne.
Sam główny bohater, choć przystojny i szczupły, nie jest ideałem. Wizualną wadą są siwe włosy mimo dość młodego wieku (wyjaśnienie w książce). Wewnętrzne rozterki nad jego wieloletnim związkiem z żoną pokazują, że choć początki mogą być idealne, to wystarczy kilka lat, żeby wszystko to, co na początku znajomości najbardziej się podobało, zaczęło najbardziej irytować. Szczerze mówiąc, sama zaczęłam stresować się o mój związek, kiedy czytałam o podejściu prokuratora Szackiego do ponad dziesięcioletniego związku. I to nazywa się dobrą książką.
Sama sprawa Telaka jest nieco zawikłana i niejedna osoba tytułowo uwikła się w morderstwo (choć niekoniecznie bezpośrednio). Denat okazuje się osobą z wieloma problemami, a niektóre z nich mają źródła w dość zamierzchłej przeszłości, o której nikt nie chce mówić.
Jestem zafascynowana tą powieścią. Nie takiego rozwiązania się spodziewałam, a jednak okazało się lepsze niż którekolwiek z tych, które wymyśliłam po drodze. Myślę, że niejeden nieźle się nagłowi. Z pewnością przeczytam kolejne tomy z serii, gdyż warto wspierać tak dobrych polskich pisarzy. Na podstawie książki powstał też film, który zamierzam obejrzeć. Co ciekawe, postać Teodora Szackiego jest w nim kobietą. Dosłownie pozbawili faceta jaj.
 
Informacyjnie:
Gatunek: thriller, sensacja, kryminał
Tytuł: Uwikłanie
Autor/rzy: Zygmunt Miłoszewski
Nazwa cyklu: Teodor Szacki
Tom cyklu: 1
Rok powstania: 2007
Liczba stron: 328
Wydawnictwo: W.A.B.

Ocena na lubimyczytac.pl: 7,18


Jak się okazało, bardzo szybko obejrzałam również adaptację filmową Uwikłania. Uznałam, że bez sensu pisać kolejną, osobną recenzję i dołączyłam odczucia i przemyślenia z filmu do tych z książki.

Uwikłanie

Rok produkcji: 2011

Reżyser: Jacek Bromski
Produkcja: Polska
Wytwórnia: Warner Bros. Pictures
Scenariusz: Jacek Bromski, Juliusz Machulski
Muzyka: Luděk Dřízhal

W rolach głównych: Maja Ostaszewska (Agata Szacka), Marek Bukowski (Sławomir Smolar), Danuta Stenka (Jadwiga Telak), Olgierd Łukaszewicz (Cezary Rudzki), Krzysztof Globisz (Henryk Telak), Andrzej Seweryn (prezes Witold), Krzysztof Pieczyński (Igor)

Boję się polskich filmów. Nawet bardziej niż książek. Od kilku lat bronię się przed obejrzeniem takiego. W końcu jednak musiałam się przełamać, bo do moich rąk trafiła świetna książka, która doczekała się swojej ekranizacji. Niestety polskiej. I tu też zaczynają się schody, bo czy po zmianie płci głównego bohatera i kompletnej modyfikacji charakteru tej osoby nadal można mówić o ekranizacji? Tym bardziej, że wątek (nie)romantyczny z książki przeszedł jakąś kiepską metamorfozę i stał się niemal głównym elementem filmu.
 
Doskonale skonstruowany Teodor Szacki nagle traci swój momentami wątpliwy profesjonalizm i staje się rozkrzyczaną i niespełnioną kobietą. I w tym momencie historia traci połowę swojej atrakcyjności.
 

Przez pominięcie istotnych wątków, wiele działań bohaterów, nie tylko tych głównych, wydaje się nie mieć sensu. Osoby, które nie miały okazji przeczytać powieści, pewnie będą miały mniejsze lub większe problemy ze zrozumieniem motywów poszczególnych postaci.

Rozwiązanie sprawy było w sumie dość podobne do oryginalnego. Pominięto część odpowiedzi, ale rozumiem, że czas filmu bywa sporym ograniczeniem. Ale zakończenie filmu było moim zdaniem tak bez sensu, że prawie spadłam z krzesła. Nie będę nic zdradzać, ale była to iście hollywoodzka akcja. 
 
Żeby nie było, że film ma same minusy, to przyznać muszę, że zachwyciły mnie ujęcia Krakowa, w którym toczy się akcja. Nie mówię już nawet o tym, że przenieśli akcję z Warszawy. To i tak już nic nie wniesie do mojej oceny.
 
Dopiero pisząc tę notkę zwróciłam uwagę na plakat filmowy. Po pierwsze nie rozumiem, dlaczego komisarz Sławomir Smolar zajmuje znacznie więcej miejsca niż główna bohaterka Agata Szacka? Być może ktoś specjalnie chciał przyciągnąć uwagę potencjalnych widzów. A twórca z pewnością nie oglądał wcześniej filmu, nie mówiąc już o powieści. Komisarz odgrywa tu drugorzędną, w zasadzie niepotrzebną rolę. Kolejnym elementem, który niemal powalił mnie na podłogę (ze śmiechu) to tekst, który znajduje się między głowami postaci: Ich jedyną słabością była miłość. Jak zwykle dobry kryminał musieli spaprać w adaptacji. Tak jak poniższy (swoją drogą zdecydowanie mniej widoczny) tekst, który rzeczywiście odnosi się do oryginalnej fabuły, „Mniej wiesz, dłużej żyjesz„, tak pierwszy z wymienionych jest wymysłem scenarzysty, czy też osoby, która postanowiła z kryminału zrobić romansidło z morderstwem w tle.
 
Mój chłopak, który powieści nie czytał, stwierdził, że film ujdzie. A jemu podoba się prawie wszystko. Moim zdaniem film zaliczyć można do średniaków.

Uwikłanie to film, którego można nigdy nie obejrzeć i nic nie stracić. I choć nie uważam, że był on kompletną stratą czasu, to nie warto cennej 1,5 godziny poświęcać na wciągnięcie się do fabuły. Udało mi się dotrwać do końca, czyli tragedii nie było. Książkę natomiast serdecznie polecam, tym bardziej, że można nabyć całą trylogię w jednym egzemplarzu (jeden taki widziałam w księgarni Autorska niedawno).


Buziaki,
Zielona Małpa

PS. Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku i profilu na Instagramie. 

Kilka rad na rozpoczęcie studiów + konkurs

Kilka rad na rozpoczęcie studiów + konkurs

Cześć i czołem! Niedawno powitaliśmy jesień, a za kilka dni piękny październik. Sporo osób  już niedługo rozpocznie swoją przygodę ze studiami. Dla każdego będą one inną przygodą, u kogoś krótszą, u kogoś dłuższą. Sama, idąc na studia, nie miałam pojęcia od której strony je ugryźć. Nowe miasto, nowi znajomi, nowa szkoła. Wszystko nowe i trochę przerażające.

Ponieważ wiem, jak bardzo brakowało mi kilku dobrych rad, aby studia zacząć w odpowiedni dla siebie sposób, postanowiłam zgromadzić wskazówki, które sama dałabym sobie cztery lata temu, gdybym wiedziała to, co wiem już teraz. Zapraszam do czytania!

1. Poznaj ludzi i daj się poznać

Rada, którą widzę i słyszę zawsze i wszędzie, bo jest tak uniwersalna. Ludzie, których spotkamy na początku studiów często są w podobnej sytuacji, co my i dlatego nawiązanie znajomości na początkowym etapie jest takie łatwe. A dzięki znajomym spędzimy miło czas na uczelni i poza nią. Poza tym, stworzymy sobie sieć kontaktów, a wiadomo, że dobre kontakty, to połowa życiowego sukcesu.

2. Doceń pieniądz

Pieniądze szczęścia nie dają, ale bez nich w żołądku będziemy mieli tylko kwasy. Dlatego warto zorientować się na temat pracy, stypendiów oferowanych przez uczelnie i różnych innych sposobów na zdobycie pieniędzy. Warto też założyć konto bankowe (tym bardziej, że niektóre banki oferują bardzo sprzyjające konta właśnie dla studentów), jeżeli jeszcze takiego nie posiadamy.
Naucz się oszczędzać. Staram się z każdego miesiąca odłożyć przynajmniej małą kwotę na rachunku oszczędnościowym, które ułatwi mi start po studiach. Jest tyle metod oszczędzania, że niemal każdy znajdzie coś dla siebie.

3. Wykorzystaj zniżki

Ta mała zielonkawa legitymacja, którą dostajemy z jedną holograficzną naklejką na samym początku, pozwala zaoszczędzić kilka dodatkowych groszy. Nie bój się pytać o zniżki dla studentów, bo czasem rzeczywiście takie mają, ale z jakiegoś powodu nie widać nigdzie takiej informacji.
Korzystaj z różnych programów dla studentów (np. Studencka Karta Rabatowa), które pozwalają taniej skorzystać z rozrywki na mieście.

4. Ogarnij się

Pamiętaj, że to, że jesteś dorosły i nie mieszkasz już z rodzicami, nie oznacza, że jesteś dojrzały i samodzielny. Wszystkiego trzeba się nauczyć i stopniowo przyswajać cechy ułatwiające egzystencję z dala od mamy.
Nie zaniedbuj swojego zdrowia. Wiem, że cotygodniowe zaproszenia na piwo (a czasem nawet codzienne) są kuszące i łatwo stracić kontrolę nie tylko nad własną świadomością, ale też portfelem, ale młodzi jesteśmy tylko raz i szkoda byłoby tę młodość zmarnować na zapijanie się do nieprzytomności.
Na studiach częściowo potraktują cię, jak dorosłego, a częściowo nadal jak te dzieci z podstawówki. Nikt nie będzie siedział nad tobą i przypominał ci o nauce i terminach zaliczeń. To leży w twoim interesie. Tak samo z wykładami – jeśli nie zamierzasz na nie chodzić, znajdź kogoś, kto podzieli się własnymi notatkami (oczywiście nie za darmo, pamiętaj o punkcie pierwszym).

5. Spokojnie, nie taki diabeł straszny

Przede wszystkim nie spinaj się. Stres źle na nas wpływa. A osoby wyluzowane i tak przeważnie wynoszą ze studiów więcej, bo nie skupiają się na studiowaniu, ale eksplorują wszystkie możliwości.
Co do sesji, to każda jest inna i nigdy nie jest łatwo. Grunt to nauczyć się uczyć dużych partii materiału naraz. Albo ściągać, czego w ogóle nie popieram.


***
A na koniec coś, czego jeszcze na moim blogu nie było – konkurs.
Ponieważ zaczęła się jesień i niedługo może dopaść nas jesienna chandra, pomyślałam, że umilę komuś czas i zorganizuję konkurs, w którym można wygrać książkę Jak być szczęśliwym (albo chociaż mniej smutnym) Lee Crutchey’a. Książka ta jest zbiorem różnych małych i dużych zadań do wykonania (coś w stylu Zniszcz ten dziennik), co teoretycznie powinno pomóc zrozumieć smutek i w jakiś sposób poprawić nasz humor.
REGULAMIN
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga www.zielonamalpa.pl
2. Sponsorem nagrody jest właścicielka bloga www.zielonamalpa.pl
3. Konkurs trwa od 26.09.2016 r. do 15.10.2016 r. godz. 23:59 (w przypadku małej liczby zgłoszeń konkurs zostanie przedłużony)
4. Zwycięzca zostanie ogłoszony na blogu do tygodnia po zakończeniu konkursu.
5. W konkursie mogą wziąć udział osoby, które posiadają adres korespondencyjny na terenie Polski.
6. Koszty przesyłki pokryje organizator.
7. Aby wziąć udział w konkursie, należy:

  • Polubić stronę mojego bloga na Facebooku z konta prywatnego (nie ukrywam, że chciałabym w ten sposób zwiększyć zasięgi)
  • Uzupełnić formularz konkursowy, w którym znajduje się główne pytanie konkursowe: Jaki jest Twój przepis na coraz dłuższe jesienne wieczory? Forma odpowiedzi dowolna: tekst, film, piosenka, jedynym warunkiem jest zgodność z pytaniem.
  • Ponieważ słyszałam o problemach związanych z formularzami Google, proszę o komentarz pod tym wpisem, o treści „Zgłaszam się” lub podobnej. A w formularzu proszę zamieścić nazwę, pod którą zgłosiłeś się w komentarzu.
8. Ze zwycięzcą skontaktuję się również e-mailowo, na adres do wysyłki będę czekała tydzień. W przypadku nieotrzymania adresu wybiorę innego zwycięzcę.
9. Nagrodą w konkursie jest książka Jak być szczęśliwym (albo chociaż mniej smutnym) Lee Crutchey’a o wartości 29,90 zł. Egzemplarz jest nowy i nieużywany.
A poniżej formularz:

Serdecznie zapraszam do udziału w konkursie!

Nie pogniewam się, jeśli poinformujecie resztę świata o tym konkursie, w końcu nie ma to jak zdrowa konkurencja!

Pozdrawiam,
Zielona Małpa

Liebster Blog Award

Liebster Blog Award

Myślałam, że LBA już po wsze czasy zniknęło z moich progów, a tu niespodzianka! Zostałam nominowana przez Śpioszka i muszę podzielić się kawałkiem siebie (palca nie oddam).

Zaczynamy!
1. Jaki były Twoje trzy najlepsze posiłki jakie jadłaś? (jedno śniadanie, jeden obiad i jedna kolacja)
Śniadanie: Jajecznica ze smażoną rukolą i pomidorem. Niebo w gębie!
Obiad: Kurczak curry z posłaniem ze szpinaku. Tylko i wyłącznie w wykonaniu przez mojego chłopaka.
Kolacja: Kanapki z chleba razowego z szynką, pomidorem i rukolą. Posolone solą ziołową.
2. Jakim cytatem mogłabyś określić samą siebie?
Człowiek to rzeczownik, a rzeczownikiem rządzą przypadki.
Krystyna Siesicka – Zapałka na zakręcie

3. Twoje obecne największe marzenie?
Mam sporo małych marzeń. Brakuje mi odwagi na duże marzenia. Małe mogą się spełnić, a duże powodować frustrację.
4. Jaki masz w swoim życiu cel, do którego dążysz? Co robisz, aby go osiągnąć?
Moim celem jest bycie szczęśliwą. Wiem, że to oklepane, ale bardzo prawdziwe. Aby osiągnąć szczęście przede wszystkim próbuję poznać samą siebie. A kolejne kroki to odkrywanie, co sprawia mi przyjemność i spełnianie tych małych marzeń, wspomnianych wyżej.
5. Twoja ulubiona komedia?
Mogłabym powiedzieć, że niemal wszystkie polityczne wiadomości na portalach informacyjnych. W przypadku książek nie znalazłam jeszcze takiej, która by mnie rozbawiła do łez (sugestie można podesłać w komentarzach). A jeśli chodzi o filmy – wszystkie komedie z Leslie Nielsenem. Prymitywne parodie znanych filmów z nim w roli głównej, to moja ulubiona forma rozrywki w chłodne i długie zimowe wieczory (już niedługo!).
No i nie mogłabym pominąć seriali: Community (koniecznie po angielsku) a szczególnie pierwsze sezony, w których zestawienie tak różnych bohaterów dało bombowy efekt, Psych (po polsku Świry) czyli połączenie kryminału z komedią no i Galavant – parodia baśni w formie musicalu. Niestety, wszystkie seriale już się zakończyły, nad czym mocno ubolewam.
6. Ludzie często powtarzają, że chcieliby się wrócić do dzieciństwa, podstawówki, czy po prostu szkoły. A do jakiego etapu w Twoim życiu Ty chciałabyś się wrócić?
Do liceum. Z pewnością zrobiłabym wiele rzeczy inaczej i bardziej przyłożyłabym się do fizyki. Ale przede wszystkim wykorzystałabym czas na podbudowanie pewności siebie.
Poza tym liceum było naprawdę dobrym czasem w moim życiu. Ostatnie lata beztroski, początek dorosłości, duża grupa bliskich koleżanek i okazyjne wagarowanie… Fajne czasy.
A jeśli mam być w pełni szczera, to cofnęłabym się do pierwszego roku studiów, żeby wszytko przeżyć jeszcze raz.
7. Jaki sen najbardziej utkwił Ci w pamięci?
Sen z latarnią morską. W śnie mieszkałam z rodziną w latarni morskiej. Nagle zaczął się sztorm i latarnia zaczęła się chybotać i powoli przewracać do morza. Panika i strach – sen, który często powtarzał się w podstawówce.
8. Czy masz swoją szczęśliwą liczbę? Dlaczego akurat taką?
Liczba 7. Wprawdzie nigdy nie przyniosła mi szczęścia, ale urodziłam się 07.07 i inna liczba po prostu nie wchodzi w grę.
9. Najmniej lubiana pora roku przez Ciebie?
Lubię wszystkie pory roku. W sumie, to jest to dobry pomysł na wpis – co lubię w każdej porze roku. Przemyślę to.
10. Jaką posiadasz pasję/ hobby, które nie jest związane z blogiem? Co to jest?
Gotowanie. Uwielbiam gotować i mogłabym to robić codziennie po pięć razy. Obiady, kolacje, obfite śniadania. Tylko moja waga może na tym ucierpieć, ale czego nie robi się dla pysznego obiadu!
11. Dokończ zdanie. Nigdy, przenigdy…
Nigdy, przenigdy nie pogodzę się z tym, że Rose została uwięziona w alternatywnym wszechświecie i nie mogła zestarzeć się u boku prawdziwego Doktora. Półdoktor półczłowiek to tylko połowiczna satysfakcja. Moje serialowe wciąż serce krwawi. 
Najtrudniejsze zadanie, to zawsze wymyślenie pytań. 
Na początek trzy pytania kulturalne:
1. Jaka była najgorsza książka, jaką czytałaś/czytałeś w życiu?
2. Seriale czy filmy?
3. Gdybyś mogła/mógł wygrać prywatny koncert dowolnego zespołu (z dowolnym składem, żyjącym i zmarłym), kogo byś wybrała/wybrał?
I powrót do przeszłości:
4. Jakie jest twoje najpiękniejsze wspomnienie?
5. Czego najbardziej bałaś/bałeś się w dzieciństwie?
6. Kim chciałaś/chciałeś zostać, kiedy byłaś/byłeś dzieckiem?
Podróż kulinarna:
7. Kawa z mlekiem czy czarna? Z cukrem czy bez? A może herbata?
8. Jaki jest twój ulubiony smakołyk?
9. Czego nie zjadłabyś/zjadłbyś za żadne skarby tego świata łącznie z Chinami Ludowymi?
I na koniec dwa pytania bez motywu głównego:
10. Dzień bez czego jest dniem straconym?
11. Sposób na poprawę humoru w deszczowe dni?
Nominuję (najtrudniejsze zadanie, trudniejsze nawet od wymyślania pytań):
Sabina z mojewywody.pl
Karolina z definiuje.blogspot.com
Jaga z jagatoja.blogspot.com
Ania z konwenanse.blog.pl
Jotka z paniodbiblioteki.blogspot.com
Agata z naczytane.blogspot.com
Kac Killer z kackiller.blogspot.com
Monika z konfabula.pl
Mal. z taka-se-nazwa.blog.onet.pl
Kamila z kreujaczycie.pl
Foszek z foch4ever.blog.pl

Zapraszam również innych blogerów do wzięcia udziału. Zawsze można dowiedzieć się czegoś ciekawego o sobie nawzajem 🙂

Pozdrawiam i liczę na ciekawe odpowiedzi!
Zielona Małpa

Jak z Raka zamieniłam się w Bliźniaka

Jak z Raka zamieniłam się w Bliźniaka

Okazuje się, że nie tylko systemy operacyjne na komputerach wymagają aktualizacji. Zmiany w kosmosie i w pozycji Ziemi w stosunku do innych obiektów niebieskich (spowodowanych na pewno ociepleniem klimatu) niemalże zmusiły NASA do przeanalizowania kalendarza Znaków Zodiaku.

Dziś rano na Interii znalazłam informację, że NASA planuje zmianę kalendarza astrologicznego, ponieważ w ułożeniu gwiazd na niebie względem Ziemi sporo się zmieniło przez ostatnie dwa tysiące lat (a mniej więcej tak stary jest obecny kalendarz). Jak się okazuje, do 12 znanych wszystkim Znaków trzeba dorzucić jeszcze jeden – zwany Wężownikiem (kojarzy mi się z nożownikiem). Poza tym zakresy dni należących do poszczególnych znaków przesuną się o około miesiąc wprzód. Czyli większości zmieni się Znak Zodiaku (dobrze, że nie wytatuowałam sobie Raka).
Źródło: Interia
Zainspirowana jednym z komentarzy pod artykułem (jak powyżej), postanowiłam sprawdzić, jak bardzo muszę się dopasować do mojego nowego znaku, żeby w pełni pasować do jego opisu.
RAK

Cechy charakteru

Źródło

Raki mogą sprawiać wrażenie bojaźliwych i nieśmiałych. Czasem wręcz zachowują się tak, jakby cały świat stanowił dla nich zagrożenie. Bardzo silnie się przywiązują, zarówno do ludzi, jak i do rzeczy. Zdarza się, że gromadzą przedmioty z pozoru bezużyteczne ze względu na ich wartość sentymentalną i związane z nimi wspomnienia. Raki są niezwykle wrażliwe, także na własnym punkcie. Na urazy i przykrości zwykle reagują wycofaniem się i przeważnie unikają bezpośredniej konfrontacji. Chętnie otaczają się ludźmi, których starają się do siebie przywiązać przez okazywaną pomoc i opiekę, gdyż panicznie boją się opuszczenia.

Główne zalety
Raki mają wielką wyobraźnię i nieomylny instynkt prowadzący je do celu, choć często działają nie wprost. Potrafią wyczuwać myśli innych i reagować na nie. Są zdolne do przeżywania najgłębszych uczuć.

Główne wady
Raki bywają nieśmiałe i lękliwe. Bardzo podatne na zmiane nastrojów, mogą sprawiać wrażenie kapryśnych i nieprzewidywalnych. Problemem może być też brak samodzielności i kurczowe trzymanie się już poznanych, “oswojonych” sytuacji i wyobrażeń.

Kobieta
Jest czuła, romantyczna i delikatna, łatwo pada ofiarą złudzeń. Czasem typ kobiety-dziecka.

Z cechami charakteru mogę się zgodzić, rzeczywiście jestem raczej nieśmiała, a moja pewność siebie została wypracowana na przestrzeni lat. Mimo wszystko wielki świat wciąż mnie przeraża, a konfrontacji staram się unikać, jeśli nie chodzi o coś istotnego. Zawsze chwalono mnie za rozwiniętą wyobraźnię, więc co musi być i w tym punkcie. Z empatią u mnie nie przesadzajmy, bo często nie potrafię wyczuć, co ktoś czuje, a tym bardziej mu współczuć.
Wady, jak to wady, do nich się nie przyznaję (choć w małym stopniu się sprawdzają). A moja kobieca strona według astrologów jest po prostu naiwna. Zgodzę się jedynie z romantyzmem, który i tak pewnie postrzegam nieco inaczej niż reszta świata, a mój chłopak już się o tym przekonał.
BLIŹNIĘTA
Źródło

Cechy charakteru
Główną sferą zainteresowania Bliźniąt jest zbieranie informacji i przekazywanie ich. Są zmienne i elastyczne. Sprytne i błyskotliwe, lubią intelektualne konwersacje i szybko się nudzą, gdy nie otrzymują wystarczającej stymulacji dla swojego umysłu. Umieją się oddzielać emocjonalnie od innych, dzięki czemu są obiektywne, ale mogą być odbierane jako chłodne i zdystansowane. Łatwo zdobywają wiedzę, lecz nie zawsze jest ona głęboka i wyspecjalizowana, gdyż Bliźnięta nie potrafią się dłużej koncentrować na jednym zagadnieniu i szybko zmieniają zainteresowania. 

Główne zalety
Ciekawość Bliźniąt umożliwia im zdobycie wszechstronnej wiedzy. Potrafią być obiektywne i podejmować racjonalne działania, nie zakłócone emocjami. Mają cięte, nieco ironiczne poczucie humoru. 

Główne wady
Łatwo rozpraszają się, wiele rzeczy zaczynają i nie kończą. Mają skłonność do żonglowania faktami bez głębszego zaangażowania emocjonalnego. Wieczne powątpiewanie. Tendencja do racjonalizowania uczuć. 

Kobieta
Jest typem błyskotliwej intelektualistki, oczytanej i ciekawej świata, a jednocześnie nieco chłodnej.

Zgodzę się, że lubię zbierać informacje, mielić, składać i przekazywać. Nie jestem obiektywna, gdyż moje emocje lubią przykrywać resztki mojego obiektywizmu i zastępować go opiniami opartymi o odczucia. Niemożliwość dłuższego skoncentrowania się na czymś to klątwa obecnych czasów. Tyle się dzieje, że nasza uwaga skacze jak po kanałach w telewizji.
Z kobiety delikatnej i uczuciowej zrobili ze mnie chłodną i opanowaną babę. Dzięki NASA! Usunęli mi również wyobraźnię. I jak mam teraz prowadzić bloga? Tak bez wyobraźni?
Z ciepłej kluchy zrobili ze mnie wyrachowaną intelektualistkę.
A co zmieniło się u was? Jakie cechy charakteru musicie porzucić na rzecz nowych Znaków Zodiaku? A może wolicie chiński kalendarz astralny? Tam można być Małpą, jak ja (choć nie astrologiczną). Ciekawe, czy aktualizacja rzeczywiście wypali 🙂
Źródła:

Dziubińska Dominika, NASA zaktualizowała Znaki Zodiaku pierwszy raz od ponad 2000 lat!, INTERIA

Pozdrawiam,
Zielona Małpa
 
Jeśli chcecie wesprzeć mnie moralnie, to zapraszam na stronę bloga na Facebooku. Każde nowe polubienie podnosi mnie na duchu i poprawia samopoczucie!
Z archiwum X, powrót duetu?

Z archiwum X, powrót duetu?

Źródło: filmweb.pl

Agentka Dana Scully i agent Fox Mulder zjednoczyli swoje siły i po 14 latach znów wplątali się w sprawy Archiwum X. Kto choć trochę mnie zna, wie, że moi słabym punktem są kosmici i seriale, a połączenie obu tych elementów, pod warunkiem dobrego reżysera, może stworzyć coś, czym będę się podniecać kilka miesięcy.

Strach blokował mnie przez pół roku. Tyle czasu zajęło mi podjęcie decyzji o obejrzeniu najnowszego sezonu Z archiwum X, który wyszedł w styczniu tego roku. Ten, kto śledzi mojego bloga od dłuższego czasu, być może pamięta całą notkę związaną właśnie z tym serialem i ze strachem przed zawodem.

W końcu musiałam się jednak przełamać i, po namowach chłopaka, obejrzeliśmy cały nowy sezon – całe 6 odcinków. Pierwszy i ostatni zaliczyć można do tzw. odcinków mitologicznych, czyli opowiadających historię, w którą wplątali się główni bohaterowie, takie tło serialu. Pozostałe zostały, na wzór oryginału, zachowane w konwencji monster of the week, popularnej w latach 90. (znana też, jako story of the week, czyli historia tygodnia).

Celem pierwszego odcinka miało być pewne wprowadzenie do fabuły. Fani serialu mogli zobaczyć, gdzie ich ulubienie agenci FBI są po kilkunastu latach od rozstania (zakładając, że film z 2008 roku nigdy nie istniał – NIE ISTNIAŁ), natomiast przypadkowi widzowie przekonać się, czy ten serial to coś dla nich.

Mulder i Scully powrócili starsi, dojrzalsi i naznaczeni życiem. Gillian Anderson pewnie nie unikała chirurgów, co jak na razie, wychodzi jej na dobre, natomiast twarz Davida Duchovny naznaczona została upływającymi latami. Scully wciąż wymiata na szpilkach, a Mulder nadal jest przerośniętym dzieciakiem biegającym za zjawiskami nadprzyrodzonymi.

W serialu pojawił się Joel McHale, wcielając się w rolę Tada O’Malley’a. Aktor ten doskonale nadaje się do grania w serialu komediowym, tutaj irytowała mnie jego mimika i niedopasowanie humoru jego postaci do X Files. Choć, jeśli takie było zamierzenie twórców, to nie ma się chyba z czym sprzeczać.

W dobrym stylu powrócił też Mitch Pileggi jako Walter Skinner – dawny przełożony Scully i Muldera. Jego postać w starych sezonach wywoływała we mnie skrajne uczucia, gdyż zdarzało mu się działać przeciw agentom z Archiwum X. Gdy akurat nie czuł wpływów z góry, przypominał dobrego wujka – szefa. Taki, który zgani, ale obejmie i powie, że w sumie to tragedii nie ma.

Kolejne cztery odcinki przyniosły kilka nowych potworów, spory ładunek emocjonalny dla fanów serialu i dawkę humoru typowego dla Chrisa Cartera – producenta i reżysera serialu. Niestety nie brakowało tu też kiepskich dialogów, od których więdły moje uszy. Ale czy nie był to też element oryginalnego serialu?

Tradycją Z archiwum X jest jeden odcinek w trakcie każdego sezonu, zawierający ogromną dawkę groteskowego humoru. I tutaj nie brakowało takowego. Niedorzeczna historia, sprawa, której wyjaśnienie jest tak nietypowe i pokręcone, że zostawia nas z rozwartymi ustami. Bynajmniej nie przez swój geniusz. Ale może potrzeba geniuszu, aby taką historię wymyślić?

I zamknięcie sezonu – finał, który przyprawił mnie o dreszcze, hiperwentylację i płacz, zanim jeszcze go włączyłam. Ogromna dawka ładunku emocjonalnego, którą producenci zaserwowali, mogła u niejednego fana wywołać przedawkowanie. Kolejne postaci z przeszłości, wspomnienia, analiza życiowych błędów bohaterów i otwarte zakończenie – zostawiły mi z mózgu papkę.

Jako fanka Z Archiwum X, nie jestem w stanie patrzeć na ten sezon w  pełni krytycznie. Po tylu latach posuchy i powtarzania starych odcinków, dostałam to, na co tak długo czekałam. Może nie idealne, może już nie takie same – w końcu mamy XXI wiek i nawet Mulder ma smartfona – ale wciąż wywołujące te same emocje. A zapowiada się, że kolejny sezon mojego ulubionego serialu z dzieciństwa ma spore szanse, by powstać. Więc jest taka opcja, że historia Muldera i Scully jeszcze się nie skończyła, co bardzo cieszy mnie, jako fana serialu.

A czy Wy znacie Z archiwum X? Oglądaliście już nowy sezon? Co sądzicie o wznowieniu serialu o niemal 15 latach?

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa