Miesiąc: Czerwiec 2016

Randka z Bondem – Moonraker (1979)

Randka z Bondem – Moonraker (1979)

Czego James Bond szuka w kosmosie? Pozwólcie mi zabrać Was na kolejną misję z agentem z licencją na zabijanie.

Moonraker
na podstawie powieści Iana Fleminga – Moonraker

James Bond – Roger Moore
Dziewczyna Bonda – Lois Chiles (jako Holly Goodhead)
Miejsce akcji: USA, Włochy (Wenecja), Brazylia (Rio de Janeiro)
Reżyser: Lewis Gilbert
Rok produkcji: 1979
Broń: Walther PPK
Gadżety: broń ukryta w pasku od zegarka

Stałe elementy:

Sekwencja początkowa – pojawia się w standardowym wydaniu, James Bond ukazuje się z punktu widzenia gwintowanej lufy pistoletu, strzela do przeciwnika, ekran zalewa się krwią.
Sekwencja przedtytułowa – Pokazana jest scena porwania promu kosmicznego podczas transportu. James Bond kończy akurat poprzednią misję w Afryce. Okazuje się, że kobieta, z którą spędza miłe chwile w samolocie, jest wrogiem. Bond zostaje zaatakowany, walczy z przeciwnikiem i w wyniku dołączenia się „Buźki” z poprzedniego filmu obaj wypadają z samolotu. Następnie jesteśmy świadkami jednej z najlepszych prób odebrania sobie spadochronu w czasie spadania. Trzech mężczyzn, a dwa spadochrony. Powiem jeszcze, że jeden się nie otworzył.
Czołówka – Ponownie w czołówce pojawia się James Bond. Poza nim zobaczyć możemy akrobatyczne popisy kobiet na kolorowym tle. Przeważa tu niebieski kolor. Piosenka tytułowa to Moonraker w wykonaniu Shirley Bassey (już po raz trzeci).

Zwroty:
  • Nazywam się Bond. James Bond. – Bond szarmancko przedstawił się dr Holly w laboratorium Draxa.
  • Martini z wódką. Wstrząśnięte, nie mieszane. – Kobieta w hotelu proponuje Bondowi jego ulubionego drinka, po czym siada na kanapie w samej bieliźnie i cieniutkiej podomce.


Przedstawienie gadżetów – do nowego standardowego wyposażenia agentów MI6 wchodzi bransoleta imitująca zegarek, w której chowa się miniaturowa broń sterowana impulsami nerwowymi. Q wręcza ją Jamesowi jeszcze przed rozpoczęciem 
James Bond powróci w… – Tylko dla Twoich oczu (po raz kolejny pojawia się ten sam tytuł, Moonraker nie był bowiem zaplanowany na ten moment, a popularność Gwiezdnych Wojen sprawiła, że producenci postanowili popłynąć na fali science-fiction i zarobić na przygodzie w kosmosie)

James Bond wyrusza w świat w poszukiwaniu porwanego promu kosmicznego, który Wielka Brytania wypożyczyła od amerykańskiego milionera Hugona Draxa. Tym razem misja zaprowadzi Bonda znacznie dalej niż w poprzednich filmach. Nawet koniec świata to blisko w porównaniu z przestrzenią kosmiczną.

Na początku Bond udaje się do rezydencji Draxa, gdzie odkrywa dokumenty prowadzące go do Wenecji i wymyka się śmierci w centryfudze. W Wenecji odkrywa kolejne ślady, a następnie rusza za poznaną w laboratorium Draxa doktor Holly do roztańczonego Rio.

Jednym z moich pierwszych wrażeń było stwierdzenie, że M bardzo się zestarzał od Doktora No. Okazuje się, że w Moorakerze Bernard Lee wystąpił po raz ostatni w tej roli. Niecałe dwa lata później zmarł, jeszcze zanim rozpoczęto nagrania do kolejnej części przygód agenta 007. Q również wyglądał już niemłodo, ale trzeba przyznać, że prawie nie zmienił się od swojego pierwszego wystąpienia w tej roli.

Antagonista Bonda – Hugo Drax, grany przez Michaela Longsdale – okazał się człowiekiem nie okazującym emocji. Nie przypominam sobie ani jednego uśmiechu w jego wykonaniu. W dodatku każdy jego ruch, zarówno ciała, jak i w działaniu, był w pełni przemyślany. Plan Draxa był tak dobrze dopracowany, że gdyby James Bond nie poderwał jednej z jego pracowniczek, prawdopodobnie skończyłoby się to źle dla ludzkości.

James Bond pokazał się ze swojej szowinistycznej strony. Nie za bardzo mógł uwierzyć, że kobieta też może być naukowcem, a w efekcie i tak zaciągnął ją do łóżka… Doktor Holly Goodhead to postać, która w sumie ani grzeje ani ziębi. Wszystkie poprzednie dziewczyny Bonda budziły we mnie pewne odczucia, albo je lubiłam, albo nie. Ta jedynie budzi respekt, że jest kobieta nauki, tak jak ja.

W filmie pojawił się też Buźka. Tym razem i on znalazł sobie dziewczynę. Zastanawiam się w jaki sposób znajduje on pracodawców. Poprzednio był to szalony milioner, który chce unicestwić świat i tym razem również jest to szalony milioner, który chce unicestwić świat. Niektórzy mają chyba do tego pecha.

Jak widać, Moonraker nie był planowany jako kolejny film po Szpieg, który mnie kochał. Jednak po ogromnym sukcesie Gwiezdnych Wojen producenci postanowili wykorzystać tematykę i wykorzystać inną powieść Iana Fleminga. Pewne modyfikacje zmieniły film w science-fiction, pozwalając Bondowi polecieć w kosmos.

Ogólny motyw filmu był podobny jak w Szpieg, który mnie kochał, tylko z kosmosem. W obu filmach mamy obrzydliwie bogatych mężczyzn, którzy chcą zmieść ludzi z powierzchni ziemi i odtworzyć ludzi z garstki wybrańców. Różnica polega na miejscu ukrycia tej garstki wybrańców. Poprzednio była to baza podziemna, a tym razem baza kosmiczna. Przez tę kopię poprzedniego filmu, Moonraker nieco stracił w moich oczach.

Żeby już nie przedłużać, napiszę tylko krótko o samym Bondzie. Otóż jego postać była nieco karykaturalna i przesadzona, a przynajmniej takie jest moje zdanie.

Mówiąc ogólnie film był dobry, ale nie aż tak dobry jak poprzednie. Mam nadzieję, że kolejny okaże się lepszy i mniej karykaturalny,


Pozdrawiam,

Zielona Małpa

Christina Grimmie

Christina Grimmie

Społeczność Youtube’a i nie tylko nie może wciąż pozbierać się po jakże szokującej i niesprawiedliwej śmierci jednej ze swoich najbardziej znanych i lubianych piosenkarek, Christiny Grimmie. Nie sposób nie napisać o tym kilku słów.

Z góry przyznam, że znałam zbytnio jej twórczości. Na Youtube jest tyle różnorakich kanałów, że nie ma możliwości, by poznać każdy zakamarek, a czas często nie pozwala na zbadanie nawet fragmentu tego kawałka sieci. Czasem trafiałam na jej covery u innych youtuberów, których słucham regularnie.
Była rok młodsza ode mnie, miała całe, wspaniałe życie pełne sukcesów przed sobą. I to chyba rusza mnie najbardziej. Bo kto wie, czy jutro jakiś wariat nie skróci mojego życia, albo kogoś z moich bliskich?
Zostawiam was z kilkoma utworami w jej wykonaniu. 
Pozdrawiam,
Zielona Małpa
Ubrana była w niebieską koszulkę…

Ubrana była w niebieską koszulkę…

W maju zeszłego roku dowiedziałam się, że w miejscowości położonej kilkanaście kilometrów od mojej rodzinnej miejscowości zaginęła dziewczyna. Po tygodniu poszukiwań policja znalazła zwłoki w przepompowni ścieków. Do dziś nie wiadomo w stu procentach, co się dokładnie stało. Znaleziono jednego człowieka, siedemnastolatka, odpowiedzialnego za jej śmierć. Bo chciał ukraść jej telefon.

Kilka miesięcy później, w wakacje, praktycznie co tydzień można było usłyszeć w radiu, czy przeczytać w gazecie albo w sieci, że zaginęła kolejna nastolatka, lub jakiś młody chłopak rozpłynął się w powietrzu. Wydaje mi się, że wakacje to bardzo newralgiczny moment w roku dla rodziców zbuntowanych nastolatków, gdyż wielu z nich postanawia opuścić dom. Pewnie po części dlatego, że latem łatwiej jest przetrwać bez porządnego schronienia.
Młodsza część czytelników kojarzy pewnie różnego rodzaju wyzwania i challenge zarówno na blogach, jak i na youtube, oraz na facebooku i innych portalach społecznościowych. Najbardziej znane to Cinnamon Challenge, które polega na zjedzeniu łyżeczki cynamonu przed kamerą (podczas połykania przyprawa podrażnia i wysusza gardło i sprawia, że osoba połykająca cynamon dusi się i krztusi), Ice Bucket Challenge, która miała na celu szerzyć świadomość na temat choroby SLA (stwardnienie zanikowe boczne) i Condom Challenge, polegającą na puszczeniu prezerwatywy napełnionej wodą nad głową aby zamknęła się w niej głowa (łatwo można się poddusić a nawet udusić).
Z jakiegoś powodu tego typu wyzwania zdobyły ogromną popularność w ciągu ostatnich trzech lat. Co ciekawsze, youtuberzy prześcigają się w wymyślaniu coraz dziwniejszych i bardziej niebezpiecznych prób. Widziałam, że ktoś rzucił innym wyzwanie polegające na surfowaniu na dachu jadącego samochodu. Czy to już nie przesada?
Ale najbardziej okrutnym wyzwaniem, o jakim się dowiedziałam, jest Game of 72. I nie chodzi tu wcale o okrucieństwo bólu, albo nieprzyjemności, przez które przejść musi osoba, która się tego wyzwania podejmuje, ale o okrucieństwo, jakie osoba taka wyrządza swoim rodzicom, bądź opiekunom. A polega to na tym, aby na trzy dni zniknąć z domu i nie dać się odnaleźć. Na 72 godziny. Wolę nie myśleć o strachu, jaki w takiej sytuacji muszą czuć rodzice. Dodatkowo angażuje się zazwyczaj policję, co może przynieść wiele nieprzyjemności osobom nie zamieszanym w zniknięcie. Poza tym dzieciaki narażają się na niebezpieczeństwo. Nie znalazłam żadnej informacji na temat dokładniejszych warunków, które trzeba spełnić, po prostu trzeba zniknąć.

Najgorsza sytuacja przy zaginięciu dziecka, to taka, jak ta opisana w pierwszym akapicie – dziecko nigdy nie wraca do domu. W najlepszym przypadku zniknięcie okazuje się wynikiem zakładu nastolatków. A jest jeszcze cała masa opcji pomiędzy.

A czy Wy spotkaliście się kiedyś z jakimiś wyzwaniami, o których „szkoda gadać”? Czy uważacie, że wspomniane przeze mnie wyzwania są głupie? A może wcale takie nie są?
Pozdrawiam,
Zielona Małpa

Zachęcam do polubienia strony na facebooku. Link po lewej stronie ekranu.
Do zobaczenia za dwa tygodnie

Do zobaczenia za dwa tygodnie

Ze względu na rozpoczynający się czas zaliczeń i egzaminów na uczelni, muszę zrobić sobie dwutygodniową przerwę od blogowania. Być może pojawi się wpis w tym czasie, ale taki, który mam gdzieś w zanadrzu na czarną godzinę.
Wszystkim studentom życzę owocnej nauki i samych piątek na egzaminach. Sobie też, choć płakać mi się chce, kiedy patrzę na ilość materiału do nauczenia i liczbę kolokwiów w przyszłym tygodniu.
Prawdopodobnie nie pojawi się kolejny wpis o Bondzie w przyszłą sobotę (a mam plan, że wstawiam je co drugą sobotę), bo wątpię, że wyrobię się z dwugodzinnym filmem, napisaniem recenzji i zdaniem wszystkich egzaminów.
Jeśli za dwa tygodnie nie powrócę, to znaczy, że poległam na polu walki (ale nie bez walki).
Pozdrawiam,
Zielona Małpa

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa