Miesiąc: Marzec 2016

Moje tradycje w Wielkim Tygodniu

Moje tradycje w Wielkim Tygodniu

Jako dziecko bardzo ściśle obchodziłam Wielkanoc i poprzedzający ją Wielki Tydzień. Wszystko zaczynało się mszą w Niedzielę Palmową. Obowiązkowo z baziami.
W gimnazjum uczestniczyłam w szkolnym kółku różańcowym. Katechetka, która prowadziła to koło, stwierdziła, że trzeba zrobić coś dobrego dla świata. Jej pomysłem była DUCHOWA ADOPCJA. Polega ona na przekazaniu pewnej kwoty pieniędzy na rzecz edukacji i pożywienia dla dziecka z Afryki. W celu zebrania odpowiedniej kwoty sprzedawaliśmy wiązanki palmowe przed mszą świętą. W ten sposób udało nam się zebrać tyle pieniędzy, że starczyło na duchowe zaadoptowanie czwórki dzieciaczków. Od tamtej pory gimnazjaliści (i dzieci z podstawówki również) co rok zbierają w ten sposób środki na kontynuację tego dobrego uczynku.
Wielka Środa zawsze kojarzyć mi się będzie z ogniskiem. Otóż w moich okolicach zdradę Judasza obchodzi się w bardzo ciekawy sposób: każde gospodarstwo zbiera na kupkę drewno, papiery i wieczorem, po mszy świętej zaczyna się „fajcek”, jak to nazywa się w mojej miejscowości. Ognisko wielkośrodowe ma kilka nazw: u mnie jest to ŻURU MURU, w wiosce obok PALENIE ŻURU, a jeszcze gdzieś indziej PALENIE JUDASZA, albo po prostu JUDASZA. Niestety ta tradycja powoli zanika, a często staje się dość ryzykowną okazją do upicia się przed świętami.
Wielki Czwartek kojarzy mi się najbardziej z MYCIEM STÓP… mojemu ojcu. Jako dzieci, po mszy świętej, wraz z bratem, z ogromną niechęcią zabieraliśmy się za tę tradycję. Mama napełniała miskę wodą, tata siadał na krześle i zanurzał swoje stopy w misce. Po chwili takiego mycia do miski wpadały pieniądze i w ten sposób właśnie obchodziłam Wielki Czwartek. Może się to wydawać dziwne i pewnie też trochę „ble”, ale stało się to ogromną i nawet wyczekiwaną częścią obchodów Wielkiego Tygodnia.
Wielki Piątek i Sobota raczej nie wyróżniały się jakimiś wyjątkowymi zdarzeniami, poza wyciszeniem, nie oglądaniem telewizji, postem i tym podobnymi. No i standardowo w Wielką Sobotę trzeba było iść do kościoła ze święconką. U mnie było to od razu połączone z adoracją Najświętszego Sakramentu.
Te własne tradycje w połączeniu z nabożeństwami w kościele, sprawiały, że już przed świętami czuło się taką charakterystyczną atmosferę, która sprawiała, że człowiek się wyciszał i rzeczywiście odpoczywał mimo rąk pełnych roboty.
A jakie wielkotygodniowe tradycje obchodzicie Wy?
Życzę wszystkim udanych i radosnych Świąt Wielkanocnych w rodzinnej atmosferze, mokrego Dyngusa i całej masy pysznego jedzenia!
Pozdrawiam, 
Zielona Małpa

P.S. Zapraszam do polubienia mojego fanpejdża na Facebooku. Każde polubienie daje mi ogromną motywację i sprawia przyjemność.


Randka z Bondem – Żyje się tylko dwa razy (1967)

Randka z Bondem – Żyje się tylko dwa razy (1967)

W tym tygodniu wybierzemy się z Bondem do przepięknej Japonii, bo Żyje się tylko dwa razy.

Żyje się tylko dwa razy
James Bond – Sean Connery
Dziewczyna Bonda – Mie Hamma (jako Kissy)
Miejsce akcji: Japonia
Reżyser: Lewis Gilbert
Rok produkcji: 1967
Broń: Walther PPK
Gadżety: składany helikopter „Little Nellie” wyposażony w bronie i miotacze ognia, hełm z kamerą i zestawem do komunikacji, papieros z rakietą.

 
Stałe elementy:
Sekwencja początkowa – pojawia się w standardowym wydaniu, James Bond ukazuje się z punktu widzenia gwintowanej lufy pistoletu, strzela do przeciwnika, ekran zalewa się krwią.
Sekwencja przedtytułowa – tym razem sekwencja początkowa nawiązuje do dalszej części filmu. Jest to scena w przestrzeni kosmicznej, widzimy amerykańską kapsułę kosmiczną podczas misji. W pewnym momencie zbliża się do niej inny kosmiczny pojazd, otwiera się i pochłania kapsułę USA. Podczas rozmowy szefów wywiadu słyszymy, że jeden z agentów znajduje się aktualnie w Hongkongu. Okazuje się, że to James Bond, który właśnie spędza gorące chwile z pewną Chinką. Do pokoju wbiegają mężczyźni i strzelają do agenta. Następnie do akcji wkracza policja i znajduje zwłoki agenta 007.
Czołówka – w filmie Żyje się tylko dwa razy piosenką tytułową jest You only live twice w wykonaniu Nancy Sinatry, którą pewnie każdy kojarzy. Sama czołówka tym razem jest nieco mniej jednorodna. Widzimy japońskie kobiety, które tańczą do muzyki, w tle pojawiają się sceny, które w pierwszej chwili zidentyfikowałam jako morze, jednak z kontekstu filmu wynika, że to magma.

Zwroty:
  • Nazywam się Bond. James Bond. – Standardowo.
  • Martini z wódką. Wstrząśnięte, nie mieszane. – Henderson wręcza Bondowi drinka zmieszanego, a nie wstrząśniętego. Bond, choć niechętnie, wypija.
Przedstawienie gadżetów – Q ponownie wyruszył, żeby spotkać się z Bondem w miejscu, gdzie toczy się akcja, czyli do Japonii.
James Bond powróci w… – w napisach końcowych pojawia się informacja, że Bond powróci w filmie W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości.

Celem agenta 007 jest odkrycie, kto porywa kapsuły kosmiczne podczas misji USA i Rosji oraz powstrzymanie tej grupy przed kolejnymi kradzieżami. USA i Rosja wzajemnie oskarżają się o bycie sprawcą, a kolejny incydent może doprowadzić do III wojny światowej.
Nowy reżyser doskonale poradził sobie z serią o ulubionym brytyjskim tajnym agencie. Dużo akcji, sporo humoru i wspaniała scenografia sprawiają, że film, jako kolejny z rzędu wpisuje się w klasykę serii.
Miałam wrażenie, że tym razem zadbano o wiele bardziej o dobre ujęcia, tak jak to we fragmencie poniżej:
Takie ujęcia przyciągają uwagę i zazwyczaj też podnoszą ocenę filmu z punktu widzenia… widza.
Moją uwagę zwróciły przede wszystkim wspaniałe krajobrazy oraz sceny życia miejskiego w Japonii, mimo że film został wyprodukowany w USA i Wielkiej Brytanii. Również wnętrza stylizowane na Japonię nadały tego nieco orientalnego klimatu.
Dziewczyna Bonda, a w zasadzie dwie dziewczyny: Kissy i Aki, tym razem były kobietami o japońskiej urodzie i subtelnym orientalnym charakterze. Aki dodatkowo jest przebiegła i doskonale nadaje się na współpracowniczkę szefa służb specjalnych. Kissy to kobieta delikatna, ale znająca swoją wartość.
Jedną z charakterystycznych scen jest ta, w której okazuje się, że Bond wcale nie umarł, a żyje i ma się całkiem dobrze. Jego śmierć została sfingowana, aby nikt nie wiedział o jego istnieniu, a sam agent mógł bezpieczniej prowadzić kolejne misje.
Film jest godny polecenia, można nazwać go klasyką Bonda, tak jak cztery poprzednie. Niestety, w kolejnym filmie główną rolę przejmuje George Lazenby – najmniej lubiany przeze mnie odtwórca agenta 007. Zobaczymy, jak będzie dalej.
Pozdrawiam,

Zielona Małpa

Intensywniej.

Intensywniej.

Kilka tygodni temu pisałam o bardzo intensywnym okresie, który po części mnie wyczerpał, a po części naładował nową siłą i chęcią działania. Okazuje się, że ten okres, w nieco zmiennej formie trwa do dziś i nie mogę się doczekać, gdy w końcu będę mogła w pełni odetchnąć i poświęcić jeden cały dzień tylko sobie i moim potrzebom.

W lutym tego roku rozpoczęłam studia magisterskie na Politechnice Wrocławskiej. Wiązało się to z rekrutacją i obserwacją nowych informacji na stronie uczelni. Również z bieganiem po lekarzach, dziekanatach i biurze rekrutacji. To taki skrót, żeby zorientować się w temacie.

Pierwszy tydzień studiów przebiegł całkiem spokojnie w porównaniu do reszty. Musiałam zanieść drugi raz podanie o stypendium Rektora, ponieważ okazało się, że za pierwszym razem nie zauważyłam, że składam je na ten wydział, z którego w końcu zrezygnowałam. Ktoś musiał założyć grupy na facebooku do każdej specjalności, ja założyłam grupę mojej. Był to tydzień pierwszych wykładów, które w znacznej większości będą w trakcie semestru dzielone na co najmniej dwóch wykładowców (co może nowością nie jest, ale po raz pierwszy aż w takim stopniu).
Kolejny tydzień upłynął pod znakiem nowych znajomości, bo wcześniej nie z wszystkimi zdążyłam zamienić słowo. 29. lutego zorganizowaliśmy sobie integrację w barze, aby poznać się nieco lepiej i przede wszystkim przełamać pierwsze lody. Było zabawnie i owocnie. Był to też tydzień, w którym mój młodszy brat miał osiemnaste urodziny i poczułam się staro. Rozpoczęłam również kurs salsy z moich chłopakiem.

Kolejny tydzień dał mi jeszcze mniej czasu na odetchnięcie.W weekend pojechałam do domu na urodziny brata i po sukienkę na Bal Inżyniera. Po długich poszukiwaniach zdecydowałam się na niebieską sukienkę, w której wyglądam jak prawdziwa pani inżynier. Dodatkowo na mojej uczelni odbywały się dwudniowe targi pracy, na które się udałam, zgodnie z moją małą tradycją. Zostawiłam kilku firmom moje CV, pozbierałam sporo reklamowych długopisów i różnych gadżetów. W czwartek odebrałam dyplom (w dziekanacie pani rzuciła mi go na biurko), przedłużyłam ważność legitymacji i w końcu (po trzech tygodniach prób dogadania się co do godziny) spotkałam się z promotorem. W piątek odbyła się uroczysta inauguracja roku akademickiego dla studentów drugiego stopnia, na którą zostałam oficjalnie zaproszona przez panią z dziekanatu („musi Pani przyjść, bo jest Pani na liście u JM Rektora”). Miałam okazję założyć togę i odbić sobie brak oficjalnego rozdania dyplomów na moim wydziale. Niestety birecik strasznie zjeżdżał mi z głowy, dlatego z ogromnym strachem szłam na podium na pasowanie i podanie ręki JM Rektorowi. Bałam się, że birecik się zsunie i wszyscy będą się śmiali. Największy koszmar. Na szczęście obyło się bez tragedii.

A w sobotę odbył się Bal Inżyniera. Standardowo ledwo wyrobiłam się na czas. Współlokatorka pomogła mi robić fryzurę, więc choć raz nie szłam na imprezę w rozpuszczonych włosach. Zdecydowałam się na prosty kok otoczony warkoczykiem i muszę powiedzieć, że wyglądałam nieźle (jak na mnie). Zabawa była przednia, alkohol lał się strumieniami i tylko nieco brakowało miejsca do tańca. W ten oto sposób zakończyłam rozdział studiów inżynierskich.

I w końcu będę mogła odetchnąć.

Pozdrawiam,
Zielona Małpa

Randka z Bondem – Operacja Piorun (1965)

Randka z Bondem – Operacja Piorun (1965)

Dzisiaj, specjalnie dla Was, czwarty film o agencie 007 – Operacja Piorun. W jakie tarapaty Bond wpadnie tym razem?


Operacja Piorun

Nazwa Thunderball (oryginalny tytuł filmu) oznacza w slangu militarnym chmurę w kształcie grzyba, którą obserwuje się po wybuchu bomby atomowej.

James Bond – Sean Connery
Dziewczyna Bonda – Claudine Auger (jako Dominique „Domino” Derval)
Miejsce akcji: Fracja, Anglia, Bahamy
Reżyser: Terence Young
Rok produkcji: 1965
Broń: Walther PPK
Samochód: Aston Martin DB5
Gadżety: Aston Martin DB5 ze specjalnym wyposażeniem, licznik Geigera, aparat fotograficzny do robienia zdjęć pod wodą, pistolet z flarą, miniaturowy zbiornik na tlen (do oddychania pod wodą)
 
Stałe elementy:
Sekwencja początkowa – pojawia się w standardowym wydaniu, James Bond ukazuje się z punktu widzenia gwintowanej lufy pistoletu, strzela do przeciwnika, ekran zalewa się krwią.
Sekwencja przedtytułowa – trumna, wokół której zebrali się żałobnicy. James Bond stoi na balkoniku z Azjatką, oboje obserwują pogrzeb. Bond atakuje jedną z kobiet w żałobie. Okazuje się, że to mężczyzna. Bond dusi przeciwnika, rzuca na jego ciało kwiaty i ucieka. Kiedy znajduje się na zewnątrz, odpala jetpacka i odlatuje do samochodu. Dzięki ulepszonemu samochodowi z poprzedniego filmu udaje się uciec Bondowi i jego towarzyszce.
Czołówka – w Operacji Piorun czołówkową piosenkę śpiewa Tom Jones (Sir), który do dziś kojarzony jest między innymi z Sex Bomb i She’s a Lady. W części wizualnej widzimy zarówno kobiety, jak i mężczyzn, pływających pod wodą.

 
 


Zwroty:
  • Nazywam się Bond. James Bond. – W tym filmie James Bond przedstawia się po prostu jako James Bond.
  • Martini z wódką. Wstrząśnięte, nie mieszane. – W Operacji Piorun agent  007 nie pije martini. Tym razem skusił się na rum i szampana.
Przedstawienie gadżetów – Tym razem Q przyjeżdża z gadżetami na Bahamy i tam przekazuje je Bondowi.
James Bond powróci w… – w napisach końcowych nie pojawiła się informacja o kolejnym planowanym filmie.

W Operacji Piorun Bond musi po raz kolejny zmierzyć się z członkiem organizacji SPECTRE, z którą miał już do czynienia w drugim filmie i pośrednio w pierwszym. Tym razem organizacja próbuje wyłudzić od brytyjskiego rządu 100 milionów funtów szterlingów w zamian za niezdetonowanie dwóch bomb atomowych, które kradnie grupa Numeru Dwa, czyli Emilio Largo, i ukrywa je w podwodnej jaskini.

Film zaczyna się sceną w siedzibie W.I.D.M.O, czyli SPECTRE. Jest to duże, przestrzenne, puste i surowe pomieszczenie wyposażone dość nowocześnie. Przy długim stole siedzą członkowie organizacji, natomiast Numer Jeden, który pojawił się już w drugim filmie, zasiada na zasłoniętym podwyższeniu, tak, że nie widzimy jego twarzy, a jedynie ciało i kota siedzącego mu na kolanach. Poszczególni członkowie chwalą się osiągnięciami. Można zaobserwować ich przedsiębiorczość i okrucieństwo Numeru Jeden.

Dla kontrastu chwilę później miejscem akcji jest siedziba brytyjskiego wywiadu. Duża sala, przypominająca salę balową w pałacu. Dużo złotych zdobień, malowideł i kolumn. Za arrasami znajdują się ukryte mapy i ekrany. Agenci, w odróżnieniu do członków SPECTRE siedzą przy półokrągłym stole w jednakowej odległości od przełożonych. 


Jesteśmy świadkami wypełnienia całego misternego planu skradzenia bomb przez Numer Siedem. Plan trochę nierealny, ale ciekawie wykonany na potrzebę filmu.


Rolą Jamesa Bonda jest odkrycie miejsca, w którym schowane są bomby i przekazanie tej informacji rządowi brytyjskiemu. Podczas przeglądania akt Francois Derval, agent zwraca uwagę głównie na kobietę, która towarzyszy mu na jednym ze zdjęć i jest jego siostrą. Niestety mam tendencję do tłumaczenia wszystkiego, więc w tym momencie skończę pisać o fabule, bo zaraz opiszę cały film.

Trzeba koniecznie wspomnieć o dziewczynie Bonda, czyli o Dominique „Domino” Derval. Jest ona brunetką, pierwszą „główną” dziewczyną, która nie jest blondynką. Jako kobieta, zauważyłam zmiany w makijażu, co pewnie wynikało ze zmieniającej się mody. Moim zdaniem Domino była kobietą piękną, ale zdecydowanie mniej odważną i aktywną niż Pussy Galore, która jak dotąd najbardziej odpowiada mi charakterem.

W filmie było kilka błędów, głównie wynikających z montażu, ale staram się nie zwracać na nie uwagi, żeby nie odbierać sobie przyjemności z oglądania. Natomiast kilka elementów, które wydają się nierealne, są bardzo rzeczywiste. Między innymi jetpack, za pomocą którego Bond odlatuje w początkowej scenie, był autentycznym, działającym urządzeniem, będącym stosowanym przez armię. A sposób uratowania Bonda i Domino z oceanu – za pomocą liny, samolotu i balonu – również był stosowany, a nawet ma własną nazwę (sky-hooking), choć wydaje się tak nierzeczywisty (ostatnia scena w filmie). Z ciekawostek, to doczytałam też, że w tym filmie po raz ostatni Bond nosi kapelusz. Przekonam się o tym już niedługo.

Film po raz pierwszy trwał ponad dwie godziny. To długo, ale akcja rozwija się w dość dobrym tempie i nie miałam czasu, żeby się nudzić. Kolejny film, który można zaliczyć do klasyki.

Pozdrawiam,
Zielona Małpa

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa