Rok: 2016

Wesołych Świąt!

Wesołych Świąt!

Dziś wyłączam się na kilka dni z bloga i Social Media. Potrzebuję odpoczynku i świątecznego nastroju. Spisałam całą masę pomysłów do wykorzystania za kilka dni. Mam nadzieję, że zdobędę siłę, żeby z rozmachem zacząć Nowy Rok.
 
Wszystkim blogerom chciałabym życzyć cudownego okresu świątecznego. Pysznych i nietuczących potraw na stole oraz wymarzonych prezentów pod choinką. A po świętach dużo natchnienia i powrotu do tej specyficznej społeczności.
 
Każdemu życzę tego, co powyżej, a dodatkowo wspaniałej rodzinnej atmosfery. Wciąż mając nadzieję na białe święta, życzę śniegu i delikatnego mrozu szczypiącego w policzki.
 
Oby tegoroczne Święta były wyjątkowe!

 

Podsumowanie listopada

Podsumowanie listopada

Listopad skończył się już jaki czas temu i druga połowa grudnia może wydawać się kiepskim momentem na podsumowania. Ostatnie 1,5 miesiąca było jak maraton w ołowianych butach – wszystko na złość i wiatr w oczy. Praktycznie każda dziedzina mojego życia trochę na tym ucierpiała, bo kiedy próbuje się wszystko utrzymać w ryzach jednocześnie, to wszystko staje się ulotne i umyka przez palce. Ale o tym będzie trochę więcej w części zasadniczej wpisu. Zapraszam!

Na początku listopada postanowiłam zrobić sobie tygodniową przerwę od blogowania i całej jego otoczki. I jak widać, skończyło się na ponad 6 tygodniach. W międzyczasie opublikowałam tylko dwa awaryjne wpisy, które zdążyły mocno zakurzyć się w szkicach. Całe szczęście, że czasem mam nadmiar kreatywności!
Oba wpisy cieszyły się podobną popularnością, czyli niemal żadną. Nie mam nikomu za złe, bo sama praktycznie nikogo nie odwiedzałam, a to zawsze jest w jakimś małym stopniu powiązane. Jeden z wpisów dotyczył lekcji, jakie można wynieść z kryminałów. Oczywiście z przymrużeniem oka. W drugim wymieniłam kilka ulubionych polskich kanałów edukacyjnych na YouTube. Jeśli ktoś jeszcze nie widział, a zainteresowały go tematy, to serdecznie zapraszam!
Ktoś może spytać, z czego wynikała moja nieobecność. Otóż, ten semestr to prawdziwy armagedon, jeśli chodzi o zaliczenia. Ale nie chodzi o trudność tematów, tylko o formę. Mam w tym semestrze 7 prezentacji. Lubię prezentować jakiś temat, który wcześniej dobrze przygotowałam i opracowałam, ale kiedy praktycznie cały czas od kilku tygodni na przemian uczę się na kolokwium, przygotowuję prezentację i robię sprawozdanie z laboratorium, brakuje energii na cokolwiek twórczego. I głównie stąd wynika moja nieobecność. Na szczęście większość mam już za sobą, pomysły zaczynają kiełkować w mojej głowie, więc mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wracam na dobre.

Książki

W listopadzie udało mi się przeczytać 2 książki. Ktoś stwierdzi, że to mało, ktoś inny, że dużo. Ja zdecydowanie uważam, że jak na ten listopad, to dobra liczba. Nawet, jeśli były to pozycje stosunkowo cienkie i niewymagające.

Most do Terabithii

Autor: Katherine Paterson
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 238

Most do Terabithii czytałam już w podstawówce. Wtedy była to jedna z najlepszych książek, jakie dostały się w moje ręce. Dziś uważam, że książka nieco się zestarzała, a właściwie ja dorosłam i, choć uważam, że przesłanie książki jest doskonałe, uważam, że nie wszystko było w niej tak idealne jak kiedyś. Mimo wszystko, uważam, że warto po nią sięgnąć. Można przypomnieć sobie sielankowe dzieciństwo, spędzanie czasu na bieganiu po polach i lasach, znaczenie bezinteresownej dziecięcej przyjaźni. Most do Terabithii zdecydowanie trafia w serce. Z wielu powodów.

Gump i spółka

Autor: Winston Groom
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 255

Kontynuacja legendarnego już Forresta Gumpa okazała się powieścią równie dobrą, jak oryginał. Poznałam dalsze losy Forresta, Jenny, syna i mamy Forresta, większości przyjaciół głównego bohatera. Tym razem przygody „idiota” były jeszcze bardziej „gówniane” niż wcześniej. Żeby zrozumieć, dlaczego, trzeba samemu przeczytać Gumpa i spółkę.

Filmy

Poprzedni miesiąc był tak skąpy w wolny czas, że obejrzałam zaledwie 4 filmy. Biorąc pod uwagę, że najczęściej udaje mi się co najmniej 8, to ta liczba wydaje się śmieszna. A tak naprawdę, to obejrzałam 3,25 filmu. Ale zaraz wyjaśnię dlaczego.

Nerve

O Nerve słyszałam sporo. Szczególnie na blogach. Film i książka, na podstawie której powstał, okazały się sporym sukcesem wśród młodzieży. Obsadzenie Emmy Roberts w głównej roli z pewnością było jedną z lepszych decyzji producentów. 
Sam film był ciekawy mniej więcej do połowy. Oczywiście wszystko odpowiednio przesłodzone i dostosowane do grupy odbiorców.
Historia zaczyna się, gdy Vee pod wpływem wewnętrznej i zewnętrznej presji dołącza do gry, która właśnie stała się hitem Deep Webu. Nieśmiała dziewczyna robiąca coś szalonego to częsty wątek w filmach i można było się spodziewać zarówno rozwoju akcji, jak i charakteru bohaterki. Nie mówię, że to źle, ani, że dobrze, ale przewidywalność zawsze jest jakimś minusem.
Jak na młodzieżowy film akcji przystało, na pierwszym miejscu postawiono część wizualną – młodzi, piękni aktorzy w kwiecie wieku, jednocześnie dopasowani dość stereotypowo, ujęcia miasta, cała ta piękna otoczka to zdecydowanie jeden z powodów, dla których obejrzenie filmu nie będzie stratą czasu.

Intruz

Pewnego wieczoru szukaliśmy z chłopakiem jakiegoś ciekawego filmu do obejrzenia. Trafiło na thriller i po wstępnej oraz ostatecznej selekcji, wybraliśmy Intruza. Nigdy nie byłam fanką twórczości Stephenie Meyer, nie wliczając krótkotrwałej fascynacji wątkiem wampirów i wilkołaków. Dlatego podeszłam do filmu ze średnim zainteresowaniem.
Główną bohaterkę poznajemy w momencie, kiedy ucieka przed grupą osób najwidoczniej próbujących zrobić jej krzywdę. Ucieczka kończy się samobójstwem. Następnie w ciało głównej bohaterki zostaje wszczepiona obca dusza przybysza z kosmosu.
Świat bez wojen, konfliktów, chorób i nieszczęść okazuje się światem bez duszy. 
Był to najnudniejszy film, jaki obejrzałam w tym roku. Akcja rozwijała się powolutku, bohaterowie byli tak nieciekawi, mogliby w połowie zamienić się rolami i nic by się nie zmieniło. Nie mam pojęcia, jak wygląda książka, ale po obejrzeniu filmu nie mam ochoty nawet pamiętać o jej istnieniu.

Doktor Strange

Proszę, nie bijcie mnie, ale nie widziałam nigdy żadnego filmu z uniwersum Marvela. Superbohaterowie mnie nie kręcą, dlatego na propozycję pójścia do kina na Doktora Strange nie zareagowałam z entuzjazmem.
Lubię jednak mylić się w tę stronę. Okazało się, że ten, ponoć całkiem wyjątkowy, superbohater zauroczył mnie. Przeniesienie mocy do sfery niematerialnej sprawiło, że w filmie o walce między dwiema postaciami uniknięto mordobicia. Efekty wizualne – cacko. Benedict Cumberbatch – nie mam pojęcia, czy jakikolwiek inny aktor poradziłby sobie tak dobrze w roli doktora Strange, jak on. Nie było w nim śladu Sherlocka, ani żadnej innej roli.

Honey

Każdy ma takie filmy, które uwielbiał jako dziecko. W moim przypadku był to film Honey z Jessicą Albą w roli głównej. Taneczna historia, rodząca się miłość, doskonała (jak na mój ówczesny gust) muzyka. 
Taniec zawsze mnie fascynował, ale chyba odrobinę za mało, żebym sama zaczęła się go uczyć. Do dziś lubię oglądać profesjonalnych tancerzy a w tym roku polubiłam salsę. A wszystko zaczęło się od tego filmu.
Po tylu latach i ponownym obejrzeniu, a właściwie próbie obejrzenia, zrobiło mi się smutno, że jest to naprawdę słaby film. Pierwsze kilkanaście minut było jak powolne zabijanie moich dziecięcych marzeń. Prawdziwa mordęga.
Nie chcę, aby czas zepsuł jakikolwiek z moich innych ulubionych filmów.
Domyślam się, że Honey zawsze był słabym filmem, a jako dziecko odbierałam go po prostu inaczej. Mój filtr „dobre/złe/mocne/słabe” nie był jeszcze dobrze wykształcony. Szczerze mówiąc, nadal nie do końca się wykształcił, bo jestem chyba najmniej krytyczną osobą, jeśli chodzi o książki, filmy i seriale.
Film wyłączyłam po 15 minutach. Nie dałam rady.

Seriale

Z serialami w tym miesiącu było i dobrze i źle. Zazwyczaj oglądam jakieś 7 seriali jednocześnie. W zależności od nastroju włączam sobie inny z listy. W listopadzie oglądałam dokładnie 2 seriale.

Psych / Świry

Świry to jeden z seriali, które zawsze poprawiają mi humor. Tym razem było to trzecie podejście. Równie udane, jak poprzednie.
Serial pokazuje codzienne przygody Shawna, mężczyzny o wyjątkowych umiejętnościach obserwacyjnych i dedukcyjnych. Jednocześnie ma on totalnie szurnięte poczucie humoru. Angażuje się w pomoc policji, ale ponieważ zostaje oskarżony o współudział (bo wie trochę za dużo), musi udawać, że jest medium. Z tej sytuacji wywiązuje się cała akcja i humor tego serialu.
Jeśli szukacie śmiesznego serialu z tłem kryminalnym, a w dodatku dobrze rozumiecie angielski (nie polecam lektorów – bardzo psują humor), jest to jeden z najlepszych seriali, jakie znam. Podobny jest Mentalista, ale, w porównaniu ze Świrami, jest poważny i wysublimowany.

Belfer

No i na koniec coś polskiego. Serial, do którego podchodziłam bardziej sceptycznie, niż do Doktora Strange. Nie ufam polskim produkcjom.
O Belfrze słyszałam tyle dobrego, że musiałam go obejrzeć. Ostatnio polubiłam trochę Macieja Stuhra i może też dlatego dobrze oglądało mi się każdy odcinek.
W pewnym miasteczku ginie nastolatka. Policja próbuje wyjaśnić tę sprawę i znaleźć potwora, który to zrobił. Oczywiście z marnym skutkiem. Tu problemem nie jest brak pieniędzy (choć może w małej części jest), ale układy. Sieć układów w małym miasteczku. I do tego nagle pojawia się nowy nauczyciel polskiego.
Jedyny problem z Belfrem polega na tym, że ma tylko 10 odcinków. Choć może dzięki temu nie zdążył się popsuć. Zakończenie? Może nie było miazgą, ale nie było też całkiem przewidywalne. Polecam!
I tak właśnie wyglądał mój listopad. Szczerze mówiąc, wszystkie seriale i filmy oglądałam z na wpół zamkniętymi oczami, kiedy już brakowało mi sił na naukę. Lubię mieć coś do roboty, ale kiedy brakuje czasu na wyłączenie tej części mózgu, która odpowiada za naukę, wolałabym nie mieć nic do roboty. Wszystko z umiarem, prawda?
A jak minął wasz listopad? Coś fajnego polecacie do obejrzenia?  A może coś odradzacie? Ostatnio założyłam zeszycik z listą książek do przeczytania i filmów i seriali do obejrzenia, więc jestem otwarta na stopniowe zapełnianie go.

YouTube. Ulubione polskie kanały edukacyjne

YouTube. Ulubione polskie kanały edukacyjne

Jestem osobą żądną wiedzy, dlatego gdy tylko trafiam na YouTube na nowy kanał, który zajmuje się edukacją, przeglądam go w całości i wchłaniam jak najwięcej informacji. Zdecydowaną zaletą takich kanałów jest to, że wiedza przekazywana jest w bardzo przystępny sposób, a osoba prowadząca nie przypomina w żadnym stopniu tej wrednej i wymagającej nauczycielki z matematyki. Jest zazwyczaj osobą uśmiechniętą i sympatyczną, co zawsze dodatkowo zachęca do oglądania jej filmów.

Na mojej liście subskrybowanych kanałów znajduje się całkiem sporo edukacyjnych, gdzie samo słowo edukacyjne rozumiem w taki sposób, że można się z nich dowiedzieć czegoś nowego, zrozumieć jakieś zjawisko i  Dlatego dzisiaj podzielę się z Wami moimi ulubionymi polskimi kanałami edukacyjnymi.
SciFun
Brat AdBustera, którego zna chyba każdy. Z resztą, obaj prowadzą dość ciekawe kanały. Czasem współpracują. Pamiętam, że na ten kanał trafiłam przypadkiem i zauważyłam podobieństwo obu mężczyzn. I jak widać, nie myliłam się!
SciFun najczęściej podejmuje tematy i zagadnienia fizyczne, czyli to, co Zielona Małpa lubi najbardziej. Filmy nie mają ustalonej formy, niektóre są eksperymentami okraszonymi komentarzem, inne wywiadem, a pozostałe prezentacją bądź monologiem. Podoba mi się to, że wiele tematów podjętych przez prowadzącego pojawiło się w jakimś stopniu na studiach, choć często w bardziej skomplikowanej i, niestety, teoretycznej formie.
Polimaty
Radosław Kotarski, którego trudno nie kojarzyć, prowadzi na YouTube kanał o zróżnicowanej tematyce. Filmy mają dość jednorodną formę, co pozwala mieć pewne oczekiwania wobec twórcy.

 

Wydaje mi się, że Radek podejmuje raczej tematy związane z historią i językiem, ale zdarza mu się zahaczyć też o inne dziedziny. Ogromną zaletą filmów jest to, że są one nagrywane w różnych miejscach, często tematycznie, bądź klimatycznie związane z danym odcinkiem. Dodatkowo często opatrzone są one odpowiednimi zdjęciami. To, co podoba mi się w tym kanale, to traktowanie historii nie jako daty i nazwiska, ale wydarzenia i ludzie, jak to mówił mój nauczyciel tego przedmiotu w liceum.
Mówiąc Inaczej
Język polski bywa dla niektórych Polaków tak trudny, że popełniają oni pełno błędów ortograficznych, językowych, stylistycznych zarówno w formie pisanej jak i mówionej (pomijając ortograficzne w tej drugiej). Sama często mam ogromne problemy z ojczystym językiem, gdyż urodziłam się na Śląsku, w śląskiej rodzinie, która w domu mówi po śląsku. Właściwie, to kolejność w jakiej nauczyłam się języków jest taka: gwara śląska, język niemiecki, język polski, język angielski. Jak widać, polski jest na trzecim miejscu. Żeby było ciekawiej, to gwary nauczyłam się od rodziców i dziadków, języka niemieckiego z telewizji, polskiego z książek, a angielskiego z Internetu, oglądając seriale online bez lektora.
Wracając jednak do wątku głównego, Mówiąc Inaczej, jest kanałem zajmującym się właśnie naszym pięknym i jakże trudnym językiem polskim. Paulina, polonistka, próbuje nauczyć Polaków, jak poprawnie mówić po polsku.
Na ten kanał zerkam od czasu do czasu nadrabiając zaległości i dowiadując się, że jeszcze długa droga przede mną do pełnej poprawności językowej. I umysłowej.
 
Po Cudzemu
Język angielski jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych języków na świecie i najbardziej wymaganym językiem obcym przez pracodawców. Arlena Witt uczy więc i pokazuje, że angielski wcale nie jest nudny, a brytyjski angielski niejednokrotnie różni się od amerykańskiego angielskiego czymś więcej niż akcentem.
Każdy odcinek skupia się na jakimś zwrocie, słowie, albo zjawisku językowym. Praktycznie każda myśl poparta jest przykładem z filmu lub muzyki, dzięki czemu możemy mieć pewność, że to nie bujda na resorach.
Uwaga! Naukowy Bełkot
W tym miejscu oryginalnie znajdowała się informacja, że niestety nie znam żadnego polskiego kanału edukacyjnego, który poruszałby tematy związane z chemią. Z błędu wyprowadził mnie mój chłopak, który często przegląda stronę JoeMonster, gdzie to trafił na kanał, o którego istnieniu nie wiedziałam. A jest to Uwaga! Naukowy Bełkot.

Kanał porusza głównie chemiczne i biologiczno-chemiczne wątki. Prowadzący, Dawid Myśliwiec, ma bardzo spokojny głos, nieco sepleni, lecz mimo to można zrozumieć każde słowo. Na kanale znajdziemy kilka serii, w tym Słowo na Sobotę, w której wyjaśniane jest znaczenie fantazyjnie brzmiących słów i ciekawych zwrotów. Inną serią jest Szybkie pytanie, szybka odpowiedź, gdzie znajdziemy odpowiedzi na pytania zadane przez widzów. Znajdziemy tu również rankingi oraz filmy z eksperymentami. Jeszcze nie zapoznałam się z całym kanałem, dlatego biegnę poszerzać wiedzę, a Was zapraszam do komentowania!

A Wy znacie jakieś ciekawe kanały, z których można wyjść trochę mądrzejszym? Podzielcie się w komentarzach!
 
Pozdrawiam,
Zielona Małpa
 
Jak żyć? Nauka z kryminałów

Jak żyć? Nauka z kryminałów

Jako fanka kryminałów muszę powiedzieć, że sporo się z nich nauczyłam. Wiem, jak dokonać zbrodni doskonałej. Wiem, jakie ślady mogą doprowadzić do zdemaskowania złoczyńcy. Potrafię przewidzieć, czy ktoś ma złe zamiary. A czy umiem zabezpieczyć się przed podejrzeniami?

Będąc amatorką kryminału w prawie każdej formie od lat niemal przedszkolnych, mam na koncie sporą liczbę historii pochłoniętych prawie jednym tchem. Zachowania bohaterów różnych opowieści ukazują sporo teorii, jak się zachowywać, a jak nie, żeby oddalić od siebie podejrzliwy wzrok policjanta. Równie wiele wniosków można wysnuć na temat codziennego zachowania, które może nas przed podejrzeniami niemal  pełni ochronić.

W jaki sposób można zabezpieczyć się przed podejrzeniami?

1. Trzeba mieć alibi na każdą minutę życia. Dobrze zaopatrzyć się w bilety, paragony, nagrania. A najlepiej wszczepić sobie nadajnik GPS i rejestrować każdą sekundę naszego pobytu na tym marnym świecie. Pamiętajcie, że do popełnienia przestępstwa trzeba spełnić dwa warunki: mieć możliwość i mieć motyw.
2. Nigdy nie wolno grozić nikomu słowami „zabiję cię” lub podobnymi. Ściany mają uszy. Słowa takie mogą zostać odebrane jako motyw. Nie warto również głośno kłócić się z ludźmi. Nigdzie. W domu usłyszą was sąsiedzi. W lesie przypadkowy spacerowicz lub zbieracz grzybów. W restauracji zakochani przy stolikach obok was. Nigdy, pod żadnym pozorem nie groź komuś śmiercią, nawet w żartach.
3. Zawsze trzeba nosić rękawiczki (nie te cienkie chirurgiczne, ale nieco grubsze, a najlepiej dwie pary), żeby nie zostawić odcisków palców w czyimś mieszkaniu. Najlepiej też nosić czepek pływacki, ponieważ jeden włos z cebulką na miejscu zbrodni może skazać nas na ładne kilka lat za stalowymi kratami.
4. Nie można robić sobie tatuaży. Tatuaże to zło i oddanie czci diabłu. Osoba z tuszem w skórze jest co najmniej dziesięciokrotnie bardziej podejrzana niż osoba, która nigdy nie skalała się więzienną sztuką malowideł naskórnych.

5. Nie żeń się i nie wychodź za mąż. W końcu pierwszym podejrzanym niemal zawsze jest małżonek. Można więc uniknąć przynajmniej części nieprzyjemności. Oczywiście, inne osoby spowinowacone lub spokrewnione również prędzej czy później znajdą się w kręgu podejrzeń, więc najlepiej odciąć się od rodziny i zmienić tożsamość.

Stosując się do powyższych punktów, uda ci się uniknąć podejrzeń, jeśli ktoś w twoim otoczeniu zostanie ukatrupiony z zimną krwią. Wszystkie punkty należy stosować cały czas, w innym wypadku może się okazać, że sposób jest niewystarczający – pamiętaj, że regularność to podstawa!

Winston Groom – Forrest Gump

Winston Groom – Forrest Gump

Forrest Gump, idiota z wielkimi marzeniami i rozumem, którego nikt nie jest w stanie ogarnąć. I jego niesłychana historia. Po tę książkę sięgnęłam ostatnio w bibliotece, chcąc poznać nieco inną wersję opowieści przedstawionej w moim ulubionym filmie. Słodko-gorzka opowieść przyprawiona humorem i fragmentem historii Stanów Zjednoczonych.
Książka w bibliotece przyciągnęła mnie swoim tytułem. Forrest Gump z Tomem Hanksem w roli głównej od zawsze jest moim ulubionym filmem. Cenię w nim szczerość i sposób przedstawienia opowieści głównego bohatera. A przy okazji za każdym razem odkrywam w nim coś nowego, czego nie dostrzegałam poprzednio. Nie chcę jednak porównywać książki do jej adaptacji filmowej, ponieważ w tym przypadku praktycznie nie ma czego porównywać.
Informacyjnie:
Gatunek: dramat, przygoda
Tytuł: Forrest Gump
Autor/rzy: Winston Groom
Tłumaczenie: Jerzy Leliwa
Nazwa cyklu: Forrest Gump
Tom cyklu: 1
Rok powstania: 1986
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 221
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ocena na lubimyczytac.pl: 7,44
Opis z okładki:
Źródło: Okładka

Poznajcie Forresta Gumpa, sympatycznego i zaskakująco łebskiego bohatera tej nadzwyczajnej odysei komicznej. Forrest najpierw – dość przypadkowo –zostaje gwiazdą drużyny futbolowej Uniwersytetu Alabama, później jedzie do Wietnamu, gdzie staje się bohaterem wojennym, robi też karierę jako światowej klasy pingpongista i zapaśnik oraz potentat handlowy. W samym środku swoich przygód porównuje wojenne blizny z Lyndonem Johnsonem, odkrywa prawdę o Richardzie Nixonie i przeżywa wzloty i upadki, pozostając wiernym swej jedynej i prawdziwej miłości – Jenny. Jednocześnie przez całe swoje życie z dziecięcą mądrością i nieustannym zdziwieniem nie przestaje się przyglądać otaczającym go ludziom. W powieści obserwujemy nadzwyczajną podróż Forresta przez trzy dekady kulturowego krajobrazu Ameryki. Forrest Gump ma do opowiedzenia cholernie dobrą historię – by w nią uwierzyć, trzeba ją po prostu przeczytać.

 Powieść ujęła mnie od pierwszego zdania: Powiem wam jedno: bycie idiotem to nie pudełko czekoladek. O tego momentu wiedziałam już, że książka będzie wyjątkowym przeżyciem. Nie przepadam za narracją pierwszoosobową, bo zbyt wiele umyka bohaterom, a ja lubię wiedzieć wszystko. Mimo to narracja z punktu widzenia osoby nie do końca sprawnej na umyśle doskonale udała się autorowi powieści. Miałam wrażenie, że siedzę mu w głowie.
Źródło: Pixabay
Życie Forresta w dużym stopniu sprowadza się do zaspokajania potrzeb fizjologicznych i marzeń, z Jenny w roli głównej. Wielu rzeczy nie jest w stanie zrozumieć, ogarnąć, ale w kilku dziedzinach nie ma sobie równych: matematyka, muzyka i szachy. Dzięki kombinacji słodkiej nieświadomości, wrażliwości i niewyparzonej gębie kroczy przez życie przeżywając przygody, o których się filozofom nie śniło. Żeby nie zdradzać za dużo, to wspomnę tylko o zostaniu gwiazdą drużyny futbolowej, wzięciu udziału w wojnie w Wietnamie, staniu się mistrzem ping-ponga i przygodzie w kosmosie z orangutanem o imieniu Sue.
Matka Forresta to kobieta, która wiecznie martwi się o swojego jedynego syna. Chce dla niego jak najlepiej i robi wszystko, aby jej niezbyt inteligentny synek wyszedł na ludzi. Ten natomiast stara się dogodzić wszystkim i zgadzając się na różne dziwaczne pomysły, wplątuje się w różne „gówniane” sprawy. Jego życie dzięki temu staje się tak ciekawe, że nikt nie wierzy w jego opowieści.
Podczas swej życiowej tułaczki zyskuje wielu przyjaciół, porucznika Dana, śliczną Jenny, która staje się jego miłością, Bubba i kilka innych postaci. Prawie z każdej znajomości wyciąga coś pozytywnego – czy nie o tym każdy marzy?
Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo mam nadzieję, że przeczytacie tę piękną opowieść o niezwykłym człowieku. Nie ma tu czasu, żeby się nudzić, ciągle coś się dzieje, albo zaraz się stanie i wszystkie znaki na ziemi i niebie na to wskazują. Jednym słowem: wspaniała.
Jeśli ktoś oczekuje powielenia historii z filmu, ostrzegam, że naprawdę mało tu elementów wspólnych, dlatego książkę można czytać bez obaw, że wcześniejsze obejrzenie filmu popsuje zaskoczenie. I dlatego nie chcę porównywać tych dwóch dziełach, gdyż obie kreacje są absolutnie różnymi tworami.
Jeśli czytaliście Forresta Gumpa, to dajcie znać, jakie emocje w was wywołał. A jeśli nie, to napiszcie, czy zachęciłam (a mam nadzieję, że tak).
Pozdrawiam,
Zielona Małpa

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa